09.02.2017

Rozdział 11

W imię czego?


Biały, delikatny puch powolutku sypał z szarego nieba. Niesiony wiatrem zmieniał kierunki, otulając swoją miękkością dachy budynków i latarnie. Nie zatrzymywał się, jakby nie chcąc zakłócać harmonii własnej podróży. Przybrał gwałtownie na sile, by zalać świat swoją nieskazitelną czystością. Biel raziła w oczy, nadawała sterylnego wyglądu wszystkiemu, czego tylko dotknęło.
Wpatrywał się w okno, nasłuchując nadchodzącej śnieżycy. Wiatr dął z przerażającą siłą, krzyczał niemo, wołał i zaklinał, a on tylko patrzył jak groza zakrywała ten świat pod przykrywką niewinnej bieli, chcąc zatuszować swoje straszne grzechy. Niczym anielskie skrzydła otulał Osadę i pozwalał wierzyć głupcom, iż to piękno, którego znaczenie odkryli tylko nieliczni.
Wpędzony w kakofonie dźwięków wiatru, nie potrafił zrozumieć tego, co właśnie nim kierowało. Zerknął na drżące ręce, które wciąż nie były mu posłuszne. Pomimo usilnych prób i uporczywych treningów nie wracał do normy, wzrok zaczynał się pogarszać, tracił zmysły. Już z góry był stracony, po co więc uciekał, przecież mógł się oddać w ich ręce, zatrzymać i po prostu pozwolić na złapanie, egzekucję, której tak wielu pragnęło.
I wtedy spojrzał na spokojne oblicze kobiety, która spała w jego łóżku, oddychając głęboko. Tej nocy chciał dać jej wszystko, co tylko mógł, jakby zadośćuczynić tyle lat cierpienia. Nie pojmował miłości; ani tamten Sasuke, ani dzisiejszy, którego pamięć zaczynała powracać, jestestwo czyniło kroki ku przeszłości powoli, ale skutecznie. Odzyskał większość tego, kim był i tak bardzo czuł do siebie wstręt. Rodzice nigdy nie chcieli, by stał się złym człowiekiem. Był nawet gorszy od swojego brata. A mimo to nawrócił się, dzięki tym, których tak odtrącał. Starał się zrozumieć znaczenie miłości.
Wcześniej sądził, że Sakura przypominała mu jego matkę. Ciepłą, broniącą rodzinę za wszelką cenę, zakochaną po uszy w ojcu. Niemniej z czasem przekonał się, że była jak cichy anioł, szczegółowo analizujący każdy jego krok. Opiekowała się nim i kochała jak matka, ale miała w sobie też coś, co niegdyś uważał za irytujące. I chyba właśnie to, co i r y t u j ą c e, przyciągało go najbardziej.
Kochali się. Bardziej wolałby określenie współżyli, ale nie traktował jej przedmiotowo. Nawet nie chciał. Dlatego właśnie uznał, że słowo „kochać się” to dobre określenie, ale wpadłszy w zamyślenie, iż kochać zapomniał, znowu powracał do pierwszego.
Przypomniał sobie z ledwie widocznym uśmiechem wspomnienie sprzed kilku godzin, gdy Sakura była już na szczycie przyjemności i wyjąkała między pocałunkami te ciepłe dwa słowa, które sprawiły, że zamarł na długą chwilę. Oderwał się od niej i wpatrywał w zielone, zamglone, acz iskrzące tęczówki z nieodparcie chłodnym spojrzeniem. Nie planował tego, nie oczekiwał tak ciężkich wyznań, więc ową przyjemność przerwał, by wpatrywać się w kobietę leżącą pod nim, wijącą się przy każdym jego ruchu. Chciał zrozumieć, pojąć, ale nie miał zamiaru nikogo wystraszyć. Wymówił tylko cicho jej imię, stęknął i ponowił pieszczoty, doprowadzając ją do szaleństwa. Wtulił twarz w zagłębieniu jej szyi i oddał się przyjemności posiadania kobiety, która kochała — prawdziwie i szczerze.
On jednak nie odpowiedział, po wszystkim nie przestał całować tych ciepłych, mokrych warg. Chciał zagłuszyć poczucie winy, wmawiając sobie, że nie potrafił pokochać.
Ręcznik, który oplatał jego biodra, mógłby spaść w każdej chwili. Ledwo wyszedł spod prysznica, nawet nie osuszył mokrego ciała, słysząc nadchodzącą śnieżycę. Wpatrzył się więc w to okno, a później w nią, szukając odpowiedzi i sensu całego swojego życia. Pomyślał nawet, że może kiedyś — o ile to kiedyś kiedykolwiek nastąpi — powie jej, że i on kocha, dając uciechę i poczucie stabilizacji. Czy jednak na pewno to, co chciałby poczuć nie byłoby tylko zwykłym przybraniem kolejnej maski? Czy nie byłoby kolejną ucieczką w nieznane?
Oparł czoło o zimną szybę i ciężko westchnął. Przymknąwszy powieki, wsłuchał się w melodię wiatru i nieomal by sam zaczął nucić tę groźną piosenkę, która wisiała gdzieś w powietrzu. Powstrzymał się od śmiechu, by nie zbudzić śpiącej dziewczyny. Z niechęcią odsunął się od okna i po chichu wyszedł z pokoju, nie zamykając jednak drzwi.
W salonie spakował resztę potrzebnych rzeczy, zrzucił z siebie ręcznik i nałożył bieliznę, a zaraz potem ciemne spodnie. Na nogi włożył ciężkie, zimowe buty, na górę jakąś ciemną koszulkę i ciepłą bluzę, a zaraz potem szare ponczo z kapturem. Pod spodem był wszyty bardzo gruby i ciepły materiał, który w taką pogodę nie pozwoliłby mu zamarznąć. Sięgnął po ciemny granatowy bandaż, którym obwiązał sobie czoło. Włosy niesfornie wychodziły spod ciasnego materiału, formując się w szpice. Narzucił na ramię plecak, przepasał przez pasek swoją katanę, a do lewego buta schował kunai.
Zapatrzył się w swoje odbicie w lustrze w przedpokoju. Delikatnie poruszył zabandażowanymi dłońmi. Pamiętał doskonale, jak omal co nie stracili po ręce z Naruto. Przez sekundę nawet myślał, że to nie fikcja, iż to się stało naprawdę. Zastanawiał się, czy byłby w stanie żyć zatem bez kończyny, czy potrafiłby robić to, co kiedyś. Przecież był leworęczny, a przynajmniej w lewej ręce miał więcej sił, walczył nią, nigdy nie mogłaby go zawieść!
Spojrzał na swoje słabe ręce i prychnął pod nosem. Był słaby — za s ł a b y!
Zamknął oczy, a po chwili otworzył je, włączywszy sharingan w jednym oku, by w drugim uaktywnić rinnegan. Bolało. Czuł rosnący ból w skroniach, który stopniowo przemieszczał się, siejąc spustoszenie w całej czaszce. Utrzymał to jednak, musiał. Dawno tego nie robił, mimo wszystko coś wciąż było nie tak z jego wzrokiem, w głębi bał się, że uruchomienie swoich zdolności sprawi, że straci ten ważny zmysł. Oprócz bólu zatem przyszły krwawe łzy, które po kilku sekundach ustały i zastygły na męskich policzkach. Prawe oko, mimo wszystko, wciąż dawało o sobie znać, przenosząc ból w okolicach potylicy. Niezakłopotany tak delikatnym mrowieniem, zamrugał jeszcze kilka razy, ścierając krew z twarzy.
Uśmiechnął się triumfalnie. Potrafił to kontrolować, pierwsze ciernie przebite. Tylko czy na długo? I czy to było na sto procent bezpieczne?
Ostatni raz zajrzał do pokoju, w którym Sakura wciąż spała. Zmieniła już pozycję na wygodniejszą, rozkopując trochę kołdry między nogami; długimi, zgrabnymi nogami, które pieściły jego skórę swoją jędrnością i miękkością. Coś ścisnęło go w środku, niemal chciał wskoczyć z powrotem i ponownie poczuć jej ciało. Miała w sobie coś, co go przyciągało, sprawiało, że chciał więcej i więcej.
Potrząsnął głową, karcąc się w myślach.
Przecież ona wciąż leży tam naga! — podpowiadało alter ego, ale on niewzruszony wszedł do pokoju szybkim, acz bardzo cichym krokiem i położył zwitek papieru na poduszce, na której jeszcze niedawno spoczywała jego głowa. Delikatnie musnął palcami jej odkrytą łydkę, a słysząc cichutki pomruk, przyłapał się na uśmiechu.
— Pora odejść — szepnął, nie odrywając wzroku od jej spokojnej twarzyczki. Nie chciał tego robić, nie zamierzał zadawać kobiecie ponownego bólu, jednakże nie miał zbyt wielu opcji. — Uważaj na siebie, Sakura.
Czy decyzja, którą podjął, była jedyną słuszną?
Nie miał czasu, by się nad tym zastanawiać. Powoli wycofał się do drzwi, nie spuszczając z oczu młodej Haruno, która przebudziła się gwałtownie w tym samym momencie, gdy on zdążył się teleportować.
Dziękuję, rozbrzmiało tylko w głowie młodej wojowniczki, gdy otworzyła oczy i z nieukrywaną obawą wpatrywała się w pusty punkt, w którym jeszcze przed chwilą stał Sasuke.
Ludzie mówią, że historia lubi się powtarzać.
           
           
Noriaki siedział w swoim fotelu i wyglądał przez okno. Była czwarta rano, ale mężczyzna nie mógł zasnąć przez całą noc. Wiele myśli krążyło mu po głowie, ale właśnie ta jedna, ta najważniejsza okazała się być warta całej swojej uwagi.
Do pokoju wpadł Eizo, by oznajmić, że do Osady wyruszy w nocy. Uzasadnił to pobytem swojej kobiety w szpitalu, która musiała zostać na obserwacji ze względu na silne skurcze. Lada moment miała rodzić i Radnemu bardzo nie podobało się całe zaangażowanie swojego wspólnika w nienarodzone jeszcze dziecko. Jedyne, na czym powinien był się skupić, to on jako Hokage! Nie obchodziło go, czy jego kobieta zaraz urodzi czy umrze. Miał plan, którego zadaniem było ocucenie wojownika i sprowadzenie go na właściwie tory. Oczywiście, jeśli ten, którego się spodziewał, stawi się za kilka godzin w Konoha.
Zerknął na zegarek.
Dwadzieścia godzin. T y l k o lub a ż.
Irytujące, pomyślał i zaszczycił wreszcie Eizo swoim surowym spojrzeniem. Mężczyzna ukłonił się przed nim i przepraszał, obiecując, że dotrze do Osady jak najszybciej się da. Noriaki skinął mu głową, by wojownik poczuł ulgę i stracił czujność. W tejże chwili Radny użył swojej tajnej techniki i Eizo już łapał się za szyję, chcąc zabrać z nich niewidzialne ręce, które ściskały go coraz mocniej. Rzucał nogami, gdy znalazł się kilka milimetrów nad nią. Dusząc się, patrzył przerażonymi oczami na starca, który trzymając złączone ze sobą palce — wskazujący i środkowy — przykładał je do ust, patrząc na niego jednym otwartym, białym okiem.
— Zawodzisz mnie — powiedział tak chłodnym tonem, że ściany aż zadrżały z zimna. Eizo wybałuszył oczy, a czerwień z jego twarzy powoli zmieniała się w wielkiego sińca. — Pamiętaj, że widzę wszystko. Jeśli mój plan się powiedzie, masz być u mojego boku albo skończysz jako karma dla psów.
Eizo próbował coś powiedzieć, ale krew nie dochodziła już do mózgu. Kilka sekund dłużej i prawdopodobnie byłby martwy. Staruszek dokładnie wiedział, kiedy zaprzestać swojej techniki. Rozłożył palce, a bielmo oka wróciło do normalnych kolorów. Źrenice znów zmalały. Wojownik zaś upadł na ziemię z hukiem, łapczywie łapiąc powietrze i kaszląc, gdy do płuc dostało się o wiele za dużo tlenu. Łzy ściekły po jego policzkach, a ból niemal rozrywał mu płuca.
— Wyjdź — rozkazał starzec i odwrócił się z powrotem w stronę okna. Czekał cierpliwie, aż kaszlący mężczyzna podniesie się z podłogi i wycofa z gabinetu z ledwo słyszalnym przepraszam, które mimo wszystko dotarło do wrażliwych uszu Radnego. Prychnął pod nosem. — Amator.
Słońce powoli wyłaniało się za horyzontem, grzejąc promieniami jego naznaczoną starczymi plamami skórę. To miał być dobry dzień.


Nie było go.
Odszedł.
Z n o w u.
Sakura długo nie mogła uwierzyć w to, co stało się między nimi po weselu córki Yuto. Sądziła, że to jakiś sen i tak naprawdę do niczego nie doszło. Obudzona jednak w jego łóżku, naga zdała sobie sprawę, że nic snem nie było — każda cząstka tamtej nocy była jawą.
Mimo pięknych chwil, mimo doczekania się tak cudownych doznań z tym, który zawsze gościł w jej sercu, obudziła się sama. W domu było cicho, a śnieżyca za oknem grała najmroczniejszą melodię w swoich dziejach. Zwitek papieru, który leżał na poduszce patrzył na nią złowrogo, ale zwlekała z zobaczeniem treści. Poszła pod prysznic, by zmyć z siebie jego zapach, a wtedy łzy samy wypłynęły, znacząc przedziwne szlaki na jej policzkach. Nie mogła uwierzyć, że znowu musiała przeżywać to, co kiedyś. Sądziła, że się zmienił, że chciał spróbować żyć inaczej, mimo że Anbu pewnie wpadłoby tu lada dzień i zabrało ich ze sobą jako zdrajców, wsadziło do więzienia i ich piękna idylla uległaby końcowi. Tak bardzo się myliła i tak bardzo zabolało. Znowu.
Siedziała na sofie, rozpaliwszy wcześniej ogień w kominku. W domu tak cichym i pustym było strasznie zimno. Miała nadzieje, że może jednak Sasuke wyszedł na chwilę, przecież to nie mogła być prawda! Jednak taka śnieżyca... na pewno ją zostawił.
Ktoś zapukał do drzwi. Zerwała się natychmiast i pobiegła w ich stronę, ale nie wyczuwała tam silnej chakry Uchiha. Była słabsza, delikatniejsza i nieco inna.
W progu stał Yuto, zasypany śniegiem po dziurki od nosa. Widząc nieco rozczarowaną minę kobiety zawahał się, czy dobrym pomysłem było przyjście tutaj, ale gdy ta zaprosiła go gestem ręki do środka, natychmiast się rozpromienił. Było strasznie zimno i śnieżnie, omal nie pomylił domów, puch oblepił już niemal wszystko. W uszach wciąż mu szumiało, alkohol nadal krążył w żyłach — niejednokrotnie musiał opić zdrowie młodej pary jako prawowity gospodarz.
— Przyniosłem śniadanie i świeże kozie mleko. — Mężczyzna uśmiechnął się w jej stronę, a dziewczyna wróciła do salonu. Podziękowała za fatygę. Pozbywszy się obuwia i ciężkiego, ciepłego wierzchniego odzienia, wszedł do pomieszczenia i postawił mokry od śniegu koszyk na stole. Sakura bawiła się papierem w dłoniach, najprawdopodobniej listem, którego zawartości jeszcze nie znała. — Nie przeczytasz?
Haruno spojrzała na niego pytająco, by po chwili pokiwać zrezygnowana głową.
— Myślę, że Sasuke chciałby, abyś chociaż zajrzała — powiedział, siadając obok niej. Kobieta wbiła w niego zaintrygowane spojrzenie. Yuto wiedział, a więc Sasuke już wcześniej planował ją zostawić. Serce mocno krwawiło, znowu chciała płakać, ale postanowiła być silna. Powoli rozsunęła papier w palcach, ale się zawahała.
— Powiedział ci o swoim planie ucieczki? — spytała cichutko, a Yuto tylko przytaknął.
— Myślę, że aby lepiej zrozumieć jego decyzję, musisz to przeczytać.
Otworzyła list, a piękne, zgrabne pismo ozdobiło mdły papier i wywołało delikatny uśmiech na jej twarzy. Treść jednak była nieco mniej pocieszająca.


Sakura, Chciałbym móc powiedzieć wiele, ale nie potrafię. Dziękuję za wszystko. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć uczuć, którymi mnie darzysz. Może kiedyś… może kiedyś będzie mi dane pojąć to wszystko. Nie chcę jednak, byś myślała, że Cię wykorzystałem. Nie chcę również ponownie Cię ranić.
Nie podążaj za mną. Wiem, co robię. Zostawiłem ważny zwój w rękach Yuto. W tej wiadomości, którą otrzymałem, znajdziesz wyjaśnienie. Nie rób niczego głupiego i czekaj na przybycie kogoś z Konoha. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, proszę, porozmawiaj z Yuto.
Nigdy nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiłaś.
Sasuke


Kilka godzin wcześniej
Przedzierając się przez śnieżycę napotkał wzrokiem Yuto, który wyglądał przez okno. Ich spojrzenia spotkały się na długą chwilę. Starszy mężczyzna nie podzielał decyzji chłopaka, uważał, że to najzwyklejszy w świecie podstęp i powinien zostać. W końcu jego przyjaciele to poważni, wielcy shinobi, na pewno daliby sobie radę!
Yuto długo słuchał historii Sasuke, która wreszcie układała się w całość. Traktował chłopaka jak syna, ale nie potrafił go pocieszyć. Zresztą Uchiha nie chciał współczucia, nie potrzebował litowania się nad nim. Miał w sobie mrok, który mimo iż zgaszony, wciąż dawał o sobie znać w tym demonicznym spojrzeniu. Zrozumiał, że tylko pogorszyłby sprawę, doradzając mu i mówiąc, co byłoby słuszne. Jedyne, co mógł zrobić, to opowiedzieć o swoich własnych przemyśleniach na dany temat.
Historia Sasuke była smutna, zbroczona przelaną krwią, pełna niejasności i zdrad. Chłopak poddał się demonicznej naturze tylko po to, by zamknąć w klatce wyrzuty sumienia, grzechy, które koniec końców i tak wciąż będą o sobie przypominać.
— Zajmij się Sakurą — poprosił tylko, kończąc swoją historię, a on na to przystał.
Możliwe, że właśnie teraz, widząc go w tej śnieżycy, niemal jak anioła śmierci w niewinnej bieli, dopadły go wątpliwości. Znowu zostawiał kobietę, która szalenie go kochała i mogła mu pomóc zrozumieć to, czym przez tyle lat tak gardził zaślepiony zemstą. Jednakże honor to coś, z czym nie mógł walczyć. Obiecał więc, że zrobi wszystko, by zatrzymać ją w Osadzie.


Minęło dziesięć godzin. Nieustannie parł do przodu w swojej podróży, gdzieś po drodze zrzucając z siebie ciężkie buty i ciepłe odzienie. Tam, gdzie był, zima już nie pukała w okna, by zasypać ludzi falą swojego pięknego, białego puchu.
Spojrzał na zegar, który wisiał gdzieś na targu pełnym ludzi. Pozostało tylko kolejne dziesięć godzin, by dostać się do Konoha. Nie mógł dać się zauważyć, Anbu wciąż było w gotowości, by go złapać i wsadzić za kratki. Może nawet było skłonne zabić, jak chciano to zrobić w jego posiadłości, pokazując nakaz podpisany przez samego Hokage. Intuicja Sasuke podpowiadała mu jednak, że Kakashi został w to wszystko wrobiony i był wręcz w stu procentach pewien, że to Radny stał za wszystkim, co się wydarzyło. Propozycja z przyjęciem go do Anbu na pewno też miała być tylko przynętą, Noriaki z pewnością miał wobec niego inne plany. Nie dopuszczał do siebie myśli, że on, Sasuke Uchiha, może odmówić i targnąć się na swoje życie, a potem wylądować pod opieką Sakury, tracąc pamięć i próbując ułożyć marne życie w jako taki sposób.
Na kilka godzin zatrzymał się w jakimś starym, opuszczonym budynku w lesie. Był już niedaleko, chciał jednak zregenerować siły. Teleportacja zaczynała dawać o sobie znać i chociaż na chwilę musiał dezaktywować rinnegan. Inaczej nie pociągnąłby dalej.
Położył się na zimnej, pokrytej mchem i pleśnią podłodze i zamknął oczy.
Wiesz, co ty robisz? — warknęło alter ego, szydząc i mrucząc pod nosem różne przekleństwa.
Zamknij się, odpowiedział tylko w myślach i rozprostował nogi.
Chcesz ratować tych niewdzięczników w ramach własnego życia?
To moi przyjaciele, odparł bez chwili wahania, zrobiliby dla mnie to samo.
Z pewnością — odparło alter ego z przekąsem. Sakura na pewno na tym nie ucierpi.
W ś c i e k ł o ś ć. Poczucie winy. Z d r a d a.
Zaczął krzyczeć, chowając twarz w swoich dłoniach, tym samym tłumiąc rozpaczliwy wrzask, który wydostał się ze środka. Wypluwał całą gorzkość, cały swój ból. Demon śmiał się w środku, gotów przejść na wyższy stopień, a Sasuke wciąż krzyczał.
Coś w środku kruszyło się i pękało na pół. Znowu poczuł się jak mały chłopiec i skulił się, roniąc kilka łez. W imię honoru czy przyjaźni? W imię cierpienia czy zemsty?
W imię czego to wszystko, Sasuke?


Gdybyś musiał stanąć przed trudnym wyborem — jak myślisz, co byś zrobił?
Jesteś poszukiwanym przestępcą, Sasuke. Nie ma żadnej szansy na oczyszczenie Twojego imienia i nie dopuszczę do tego, by mieszkańcy bali się żyć, wiedząc, że jesteś na wolności.
Cenisz swoich przyjaciół?
Czy w imię przyjaźni byłbyś w stanie oddać się w moje ręce? Mam w niewoli samego Hokage, Naruto i Hinatę Hyugę. Ta ostatnia może być dla Ciebie tylko dodatkiem. Interesuję mnie jednak, czy masz w sobie tyle heroicznej odwagi, by ocalić im życie w zamian za oddanie własnego?
Od otrzymania tej wiadomości masz 48 godzin.
Jeśli nie stawisz się w Konoha na czas, zabiję ich wszystkich. A potem dotrę do Ciebie i będziesz patrzył, jak zabijam Sakurę Haruno i wszystkich tych, na których — w jakiś chory i pokręcony sposób — Ci zależy.
Czas start, Uchiha!
Tik. Tak. Tik. Tak.
Zdecyduj mądrze.
Radny Noriaki Nishikawa


Po kolejnych pięciu godzinach tułaczki, dotarł na miejsce. Stał na wzgórzu Wioski, otaczając ją swoim tęsknym, ale chłodnym spojrzeniem. Jedyne, czego teraz pragnął, to zawrócić, ale miał misję do wykonania. W końcu podjął decyzję. Był jedyną kartą przetargową. Przyjaciele nieraz ratowali mu życie, szli za nim krok w krok, robili wszystko, by sprowadzić go na dobrą drogę. Nadszedł czas, by to on pokazał, że wdzięczność to za mało. Chciał dać im więcej, pragnął, aby cierpienie ich ominęło.
Coś trzasnęło, a czerwony błysk ocucił go z zamyśleń. Zwrócił uwagę na płomienie, które konsumowały jednorodzinny domek nieopodal. Popchnięty jakąś nieznaną siłą teleportował się przed drzwi. Wejście do środka uniemożliwiał ogień, który śmiał się w głos, tańcząc radośnie na trzeszczącym drewnie.
— Pomocy!
Krzyk kobiecy wydobywał się ze środka. Rinnegan zabłysnął złowrogo i w mgnieniu oka znalazł się w piekle. Gorąco uderzało o skórę, parząc ją i doprowadzając do wrzącej czerwoności. Uważnie analizując pomieszczenia, z których nie zostało niemal nic poza płomieniami i popiołem, szukał osoby, której miał zamiar pomóc. Alter ego śmiało się głośno, ale on nie słuchał.
Ciężarna kobieta leżała na schodach, nie miała możliwości wyjścia. Płomienie wiły się na piętrze i u jej stóp. Wyczuwał niknącą chakrę, której siła malała z każą sekundą. Tracił czas!
Przedarł się przez płomienie, wyłączając ból. Jedyne, co teraz się liczyło, to ta kobieta, która nosiła w sobie nienarodzone dziecko. Niemal słyszał, jak puls spowalnia, by tylko kilka sekund później spowolnić tak bardzo, że aż niesłyszalnie.
Zamarł. Aktywowana tarcza w postaci Susanoo osłaniała ciało, przyjmując na siebie wszystkie obrażenia, a mimo to ciepło patrzyło skórę. Sasuke jednak wryło w podłogę. Kobieta nie przypominała z wyglądu człowieka. Była już bardziej spaloną kukłą, czymś na kształt homo sapiens. Kończyny jakby skurczyły się, wyginając na różne strony. Jeszcze się nie paliła, ale wystarczyła chwila, by zapłonęła jak pochodnia.
Rzucił się w jej stronę i delikatnie wziął na swoje ręce. Głowa kobiety zawisła bezwiednie ku dołowi tak jak reszta dziwacznie powykręcanych kończyn. Nie żyła, dziecko prawdopodobnie już też.
Susanoo zawahało się przez chwilę, gdy belka spadła tuż przed ich nosem. Ogień konsumował wszystko, nie wahając się skosztowaniem żywych obiektów. Sasuke zaklął pod nosem i używając aktywnego rinnegana wydostał się na zewnątrz, kilka centymetrów dalej od wejściowych drzwi. Stał na trawie, a zapach palącego się drewna roznosił się w powietrzu. Delikatny swąd palonej skóry również dotarł do jego nozdrzy. Susanoo zaś zniknęło, wchłonięte z powrotem do poparzonego ciała młodego mężczyzny.
Miał już ruszyć dalej, gdy w oddali ujrzał Eizo, wojownika Anbu, który — jak przypuszczał — miał być martwy i to z jego rąk. A teraz, jak na ironię losu, trzymał na rękach osmolone truchło jego kobiety. Mężczyzna bardzo długo wpatrywał się w ciało, które niósł. Sasuke miał zamiar oddać je w jego ręce i wytłumaczyć, co się stało. Lament Eizo jednak poniósł się tak głośno, gdy podbiegł do niego i wyrwał kobiece ciało z jego rąk, że niemal skurczył się w sobie. Strata była czymś, co rozumiał aż za dobrze i widok zrozpaczonej twarzy, zalanej łzami, ścisnął go od środka.
Eizo mruczał coś pod nosem, głaszcząc potargane włosy z czułością, głaszcząc po głowie, gładząc nabrzmiały brzuch, który nie raczył powiadomić go o stanie dziecka. Sasuke próbował wyjaśnić, jakim cudem się tam znalazł, opisał palący się dom i fakt, że przybył za późno, bo kobieta już nie żyła. Ramiona mężczyzny zaczęły się trząść w — jak przypuszczał Uchiha — spazmatycznym płaczu, ale zamiast tego usłyszał głośny, niemalże wymuszony śmiech przepasany falą cieknących łez. Wskazał na niedbale zrobioną dziurę w głowie kobiety, tuż nad lewą brwią. Sasuke nie zauważył tego wcześniej, był zbyt pochłonięty tym, co się wokół działo. Wysnute więc przeciwko niemu oskarżenia były ostatnim, czego oczekiwał.
— Zabiłeś ją! — Wstał z klęczek i z trudem powstrzymywał drżący głos. — ZABIŁEŚ TEŻ MOJE DZIECKO! — wrzeszczał, plując śliną, która wylądowała na twarzy niewzruszonego Sasuke. Powiedział w końcu prawdę, próbował jej pomóc! Był jednak za wolny, nic więcej nie mógł zrobić jak wyprowadzić już martwą kobietę na zewnątrz. Ktoś jednak zabił ją szybciej, nim dostał się do budynku. Ktoś chciał zostawić ją na pastwę losu, pragnął, by spłonęła. — Ty pieprzony zdrajco! MORDERCA!
Był gotowy, by odeprzeć cios, ale nie zamierzał. Uderzenie w twarz wyrzuciło go na jakiś dobry metr, gdzie wylądował na piaszczystej ziemi. Eizo kipiał z wściekłości, chętny zemsty już nie tylko za brata i niemal jego własną śmierć. Chciał pomścić swoją kobietę i dziecko, o które tak długo się starali. Wierzył, że Sasuke nie znalazł się tutaj przypadkiem, a jedyne, po co przyszedł to zabić wszystko, co należało do niego. Nie zdawał sobie jednak sprawy, jak idiotycznie to brzmiało. Nie chciał nawet tego rozważać, Uchiha był na miejscu, wyszedł z płonącego domu z miłością jego życia — acz martwą.
— Wstawaj! — ryknął, podchodząc do niego i zadając jeszcze kilka ciosów w brzuch, gdy ten się podnosił. — Walcz jak mężczyzna! WALCZ! — Sasuke podniósł się i starł kciukiem strużkę krwi, która wypływała z lewego kącika ust. Zmarszczył brwi, patrząc na mężczyznę bez emocji, tym samym rozjuszył go jeszcze mocniej. — Nie gap się tak — warknął nań i wyciągnął zza pleców swój miecz, który błysnął złowrogo w blasku ostatnich promieni słonecznych tego wieczoru. — Dalej! Masz swój honor czy i on został już przez ciebie zeszmacony? — Uśmiechnął się szyderczo, spluwając pod jego stopy.
Sasuke zadarł wysoko brodę i bez mrugnięcia okiem wyjął długą, błyszczącą katanę. Ostrą do takiego stopnia, że jedno muśnięcie było w stanie zadrzeć skórę do mięsa. Rinnegan w lewym i sharingan w prawym oku mieniły się złowrogo, ostrzegając przeciwnika o swojej potędze. Eizo nie miał szans, mimo siły i determinacji z jakiej słynął, mimo technik, które opanował. W starciu z ostatnim członkiem klanu Uchiha był tylko zwykłą szmacianą lalką, którą on mógł kierować od niechcenia. Mimo to mężczyzna przyjął wyzwanie, sprowokował i dzierżył w dłoni miecz, którym nie zamierzał zrobić krzywdy — on chciał zabić.
— Pokaż, na co cię stać — powiedział Sasuke, a rzucający się w jego stronę Eizo nie zrobił na nim większego wrażenia.
Widząc wszystko w spowolnieniu, z idealną precyzją mógł stwierdzić, gdzie i kiedy cios zostanie wymierzony. Bez problemu zrobił unik, a zwyczajnie podstawiając napastnikowi nogę, przewrócił go i zamachnął się na niego. Odparł jednak atak, zasłaniając się mieczem. Ostrza wydały z siebie głośny brzęczący dźwięk, by potem cicho skrzypieć pod naciskiem swoich właścicieli.
— Jesteś głupcem — kontynuował Uchiha, przyciskając miecz mocniej i mocniej, aż w końcu oba ostrza znajdowały się niebezpiecznie blisko twarzy Eizo. — To nie ja ją zabiłem, próbowałem jej pomóc!
— Kłamca — wysyczał przez zęby i pchnął go z całych sił, uwalniając się tym samym ze szponów mieczy. — Zabiłeś ją, a potem podpaliłeś dom, by wszystkie dowody zniknęły!
Zamachnął się po raz kolejny i tym razem walczyli tylko na miecze. Sasuke całe swoje skupienie skierował na lewą rękę. Walcząc tak niesprawną dłonią nie miał pewności, czy ostrze zaraz nie wyślizgnie mu się z rąk. Tym bardziej, że Eizo zadawał szybkie i mocne uderzenia. Parowanie więc również musiało być o wiele szybsze i sprawniejsze, ręka nie mogła zadrżeć. Wtem coś w niego uderzyło, cień z tyłu, potem po bokach. Ciemne sylwetki zadawały ciosy, a on — parując te Eizo — nie mógł obronić się przed cieniami, które przywołał sam właściciel. Technika Hiden, którą zarządzał lewą, wolną ręką, dorwała go, wiążąc cieniste sznurki na kostkach i Sasuke ponownie upadł na ziemię.
Poczuł ostry ból w okolicach prawego ramienia. Ostrze przebiło skórę i wbiło się w mięso. Sasuke zawył raz jeszcze, gdy Eizo wcisnął miecz głębiej i okręcał nim, robiąc większą dziurę.
— Poczuj to, suko — splunął.
Uchiha zaśmiał się gardłowo. Próbował wstać, a Eizo patrzył na niego z niedowierzaniem. Przecież właśnie przygważdżał go mieczem do ziemi! Ten sukinsyn był za silny! Powoli się podnosił, a gdy ramię dotknęło jego rękojeści, zrozumiał, że właśnie nie dość, że sam pogłębił tę ranę, to jeszcze grał na czasie. Coś odepchnęło mężczyznę z taką siłą, że uderzył plecami w drzewo nieopodal. Zaraz za nim poleciała zakrwawiona katana, która wbiła się milimetr nad jego głową. Wzdrygnął się, wypluwając krew.
— Nie wygrasz — syknął Sasuke, podchodząc do niego. Tarcza w postaci Susanoo otuliła go ponownie swym fioletowym blaskiem. — Jesteś za słaby i kieruje tobą złość. Popełniasz błędy.
— ZAMKNIJ SIĘ!!! — Eizo rzucił się na niego, wyciągnąwszy wcześniej miecz z drewna. Zamachnął się i ponownie dźwięk ocierającego się o siebie metalu grzmiał w okolicy.
Zawiał wiatr, zrywając z drzew kilka liści, które ulegle tańczyły do jego melodii. Czas jakby nagle się zatrzymał, zrobiło się duszno i cicho.
Ostatnie uderzenie, ostatni cios. Milimetr, by przeciąć grdykę…
— Dosyć! — ryknął ktoś za plecami Sasuke, a miecze obu mężczyzn wyleciały im z rąk, wbijając się z impetem w pobliskie drzewo. Eizo trząsł się z wycieńczenia i wściekłości, a Uchiha zerknął na mężczyznę przez ramię, przyciskając lewą rękę do krwawiącej rany. Ich spojrzenia się spotkały. — Cieszę się, że podjąłeś decyzję, Sasuke.
Karta przetargowa dotarła zatem na czas.
W takim razie kurtyna w górę!



Po długiej przerwie wracam. Ogarnęłam już tę historię, wiem, co będzie dalej i zaplanowałam wszystko. Zmieniłam wygląd, wróciłam. Czy jestem zadowolona z tego, co napisałam powyżej? Tak. Dlaczego? Nie wiem, ale zrozumiałam, że od początku do tego dążyłam. Dedykuję to tym, co nie przestali we mnie wierzyć i byli obok. Blue_Bell, Kas, Sasame Ka, Red Murder, Persefona, Okeyla, Klaudia! WSZYSCY, KTÓRZY DAJECIE MI SIŁĘ — DZIĘKUJĘ! 
Doprowadzę tę historię do końca. Od Szeptu zaczęłam na nowo wdrażać się w pisanie, zaznajamiać z blogosferą. Grzechem byłoby to zostawić. Jedyne, co możecie dla mnie zrobić, to napisać, czy w ogóle Wam się podobało. 
Planuję dodawać rozdziały raz na dwa tygodnie. Teoretycznie więc opowiadanie skończy się 18 maja... zobaczymy, czy wytrwam z dodawaniem rozdziałów tak regularnie. Skoro na Perfidii daję radę co tydzień, to czemu nie, prawda? Pozdrawiam Was słoneczka mocno i jeśli chodzi o błędy — śmiało. Sama czytałam już rozdział z sześć razy, ale na pewno coś przeoczyłam xD Buziaki! 

27 komentarzy:

  1. Oh taaak.
    Powiem tylko łaał. To było coś.
    Posiedzę sobie tutaj i posłucham muzyki.

    Jest tylko jedna rzecz, która nieco odbiega od łał :) ten obrazek na górze, mam wrażenie, że sposób rysowania nie oddaje charakteru tej historii, za mało "brudna" kreska :) ale to tylko moje zdanie, proszę się nie przejmować ;)

    Pozdrawiam! I bardzo się cieszę, że jednak udało się wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za łał :)

      Faktycznie, kreska nie jest brudna, ale nie byłam w stanie znaleźć nic, co w pełni by mi odpowiadało. A obrazek jest śliczny mimo braku tej kreski ;c Mówi wiele, czyli tyle, ile ja chcę :3 Ale w pełni podzielam zdanie! Może z czasem znajdzie się coś lepszego :3

      Też się cieszę :)

      Usuń
  2. Ludzie listy piszą ;p A Ty wiesz o co mi chodzi, cwaniaczku ;p

    I tu też biedna sama się obudziła (nie mamy litości chyba dla tej Sakury hiehie).
    Podczas jak czytałam rozdział drugi raz w tle leciało Unsteady z Lucyferka... yup baby to jest to!

    Jak ja tam na dole siebie zobaczyłam, to łzy ciurkiem po policzkach leciały! Co za dzień. Płaczę non stop jak baba w trakcie okresu XDD

    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie lubią listy bardziej niż smsy :3

      Wiesz co, w ogóle jej nie oszczędzamy. Czy to jakaś kara za brak scen SasuSaku?
      Unsteady... wiedziałam, że pasuje idealnie!

      Nie płacz już *podaje chusteczkę* chyba na urodziny kupię Ci kilkanaście paczek z zapasem jakichś lodów czy coś xD

      Usuń
    2. POZAMIATAŁAŚ tymi chusteczkami ;p

      Listy są meeeeeegaaa!

      Usuń
    3. WIEM! :3

      Napiszę do Ciebie list, co Ty na to? xD

      Usuń
    4. List od Nobie? JA TEŻ CHCE XDD

      Usuń
    5. To dawać adresy! XD

      Usuń
  3. O no proszę, tego się nie spodziewałam! :D
    Szkoda tego Sasuke. Jakiś taki zagubiony, niemądry, nieszczęśliwy. Strasznie dużo ciężkich wydarzeń rzucasz mu na plecy, jakby nie był wystarczająco przez życie skrzywdzony. Serce sie kraja!
    Musisz mieć coś z sadysty, bo Sakury - a jakże! - nie oszczędziłaś również! Przeleciał ją i zostawił! Ludzie! :D
    W dodatku, atak twojej krwawej masakry odbił sie rykoszetem także na Naruto, Kakashim i Hinacie. Uhh!
    Będę w raju, jeśli wszyscy wyjdą z tego żywi!

    Mimo wszystko, czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam
    Temira.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie oszczędzam swoich bohaterów. Życie nie może być tylko czarno-białe :D

      Zobaczymy, jak to się skończy. Ja już wiem huehuehue 3:)

      Dziękuję za opinię, Temira! ♥

      Usuń
  4. SŁODKI JEZU, UMARŁAM, NO UMARŁAM.






    Zbieram się właśnie z podłogi. Ten początek... Kurna, mam ochotę go wydrukować i powiesić sobie na ścianie. NO CZYSTA MAGIA. Po prostu to było piękne, jak opisywał, że nie potrafił jej pokochać. Takie szczere. Przeszywające na wskroś. Dobitne.

    Kocham. Po prostu kocham to opowiadanie. I może zabrzmi to źle, ale... Uważam, że jest ono najlepsze z wszystkich twoich. Pod każdym względem, fabularnie i nawet stylowo. To nie tak, że inne są złe, ale to ma to coś, czego nie potrafię opisać. Sprawia, że siedzę roztrzęsiona pochłaniając każde kolejne słowo. I wtedy szepczę do siebie: o kurwa, o kurwa, o kurwaaa. I stają mi łzy w oczach, a serce wali jak oszalałe. To opowiadanie do mnie trafia, głęboko, nawet za głęboko. Dlatego je tak kocham.

    Czekam na kolejny rozdział. Trzymam mocno kciuki. Lecę się pozbierać, bo już więcej z siebie nie wykrztuszę przez te emocje. Za dużo ich.

    I ta muzyka... Ciary!
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fun fact: ZAWSZE BOJĘ SIĘ TWOJEJ OPINII. Czuję, że rozdział wyszedł źle, myślę sobie: "Sasame przyjdzie i skopie mi dupę, już nie będzie mi prawić komplementów, I'm gonna be dead man" i wtem... TADAAAAAAAA!

      Popłakałam się, dzięki, ziomek ♥ Dla Ciebie warto ten Szept pisać nawet dłużej! ♥

      Usuń
    2. Jestem aż taka straszna? :c

      Usuń
    3. Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee ♥

      Usuń
  5. Zauroczona Twoim avaterem z ciekawości zaczęłam czytać. Rozdział za rozdziałem, nawet nie wiedząc, kiedy nagle skończyłam. I czuje ten okropny niedosyt, że nie wiem co jest dalej, a skończyłaś w takim momencie!
    Jesteś okrutna! To tak na początek – Twój Sasukę, bardziej pasuje mi na zagubionego chłopca niż na demona za jakiego większa część społeczeństwa go bierze. Próbuje odkupić swoje winy – począwszy od nieudolnego wymazania swojej egzystencji z życia Sakury na pogodzeniu się ze śmiercią. Jest mi go żal. Tyle wycierpiał przed wojną i nawet po niej, kiedy nic nie stoi na przeszkodzie, by mógł zacząć od nowa coś zawsze mu przeszkadza.
    W zasadzie to ktoś. Noriaki. Moja niechęć do tej postaci jest tak absurdalna, że mam ochotę znaleźć najgorszy z możliwych sposobów, żeby zabijać Radnego w myślach ilekroć wymyśla swoje intrygi. Najpierw wrobienie Kakashiego – jak na Hokage, dał się podejść jak dziecko. Powinien wiedzieć, że to stanowisko to powód, wiecznych sporów. Tu kredyt zaufania miałabym bardzo ograniczony na jego miejscu. Ale stało się tylko przez czyjeś ambicje ucierpieli jeszcze Naruto i Hinata.
    Kiedy już myślałam, że wykonają wyrok na Sasukę, skoro nie zgodził się na wstąpienie do Anbu, historia obróciła się nagle o 180 stopni. Uchiha stracił pamięć. Odetchnęłam, mając nadzieje, że teraz już małymi kroczkami będzie szczęśliwy z Sakurą. Ale los im tego nie dał. Ucieczka do Wioski Ukrytej w Śniegu była chyba jednymi z szczęśliwszych chwil w ich życiu.
    Sasuke choruje… Mając w głowie cały czas prolog i jego przykrą końcówkę – zabijesz go? Bo to był jego nagrobek, prawda? Przeraża mnie tylko to, że Noriaki mógłby być tym, który pozbawi Uchihy życia. Jakoś świadomość, że to choroba bardziej mnie pociesza. Ale tego pewnie się dowiem z czasem – zresztą może masz na to zupełnie inny pomysł.
    Dlaczego nie powiedział o tym Sakurze? Może udałoby się jej znaleźć coś, co by poprawiło kondycje jego zdrowia? Przeraża mnie to jak blisko już ze sobą byli, a zarazem daleko. Jak Sakura musiała ponownie go stracić. Chce mi się płakać nad niesprawiedliwością jaka ich spotyka.
    Czy to Radny zabił żonę Eizo? Shinobi jego zdaniem za bardzo się nią przejmował zamiast nim. Więc co? Usunął ją, jakby zupełnie nie liczył się dla niego fakt, że była człowiekiem? Nie wspominając już o ciąży. Zatrważające…
    Ach! I jeszcze jedno, dlaczego Noriaki zaatakował w przeszłości osadę? Jaki miał ku temu powód? Podobało mi się, że Sasuke ich uratował. Taki dobry uczynek, mimo że szukał korzyści. Znalazł dom. Ludzi, którzy go akceptowali, wiedząc, że kroczy za nim ciemność.
    Może to tylko moje przypuszczenie ale w 11 rozdziale troszkę zmienił Ci się styl – może to też przez długi odstęp czasu między publikacjami. W każdym razie według mnie wyszło to zdecydowanie na plus. Jestem zauroczona Twoimi opisami i emocjami, wylewającymi się ze zdań, które splatasz ze sobą! :)
    Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś zauroczył się moim avatarem! AWWW! ♥ Super :3

      Bardzo, bardzo się cieszę, że opowiadanie się podoba! Traciłam do niego serce kilka razy, ale widzę, że niepotrzebnie!

      Jakoś zawsze staram się przedstawić Sasuke inaczej niż reszta. Widzę w nim kogoś innego, chociaż nie ucinam jego demonicznej strony tak bardzo :) Poza tym, jak już zauważyłaś, nie oszczędzam go w ogóle. Da sobie radę, chłopak, MUSI!

      Noriaki... wiem, jak wielu z Was chce jego śmierci. Nie mogę niestety niczego Wam zdradzić, ale uważam, że karma wraca :3

      To prawda, Kakashi dał się podejść. Niechcący zrobiłam z niego trochę takiego lamusa, ale możemy to wszyscy zwalić na przemęczenie, w końcu bycie Hokage to ciężka praca... xD

      Sakura też ma przekichane, wiem. Nikogo nie oszczędzam, jestem okrutnym człowiekiem. Nie mogę powiedzieć, że kiedyś będzie szczęśliwa i nie mogę zdradzić, co kryło się za prologiem, ale jestem pewna, że wielu rzeczy się nie spodziewacie. Tym bardziej, że historia powoli dobiega końca.

      Na wszystkie Twoje pytania pojawią się odpowiedzi niebawem, to mogę Ci obiecać :)

      Bardzo dziękuję raz jeszcze i jeśli faktycznie mój styl zmienił się na plus, to chyba mogę się popłakać ze szczęścia. Ponownie znalazłam serce dla tej historii i dziękuję, że jesteś jej częścią, Zek! ♥

      Usuń
    2. Proszę Cię, ta słodka futrzasta kulka tak patrzy tymi ślepiami, że do mnie przemawia to tylko w jeden sposób – „przytul mnie”. Może dlatego, że mój kot podobnie się na mnie patrzy xD
      Też straciłam serce do wielu opowiadań – jak teraz otwieram z nimi pliki to aż żal, że ich nie skończyłam, a teraz nie potrafię się zwyczajnie za nie zabrać. Dlatego trzymam kciuki, że je dokończysz :)
      Biedny ten Sasuke no ale jak musi, to musi innego wyjścia nie ma! W końcu jest Uchiha, a to go zobowiązuje.
      Mówisz, że karma wraca? To dobrze, według tego Radny powinien dostać porządnego kopniaka. Jeśli nie, to będę musiała się zadowolić z „śmierci na 100 sposobów” z Noriakim w roli głównej, w myślach :D
      Przyjmuje wytłumaczenie z Kakashim xD Uznajmy, że to wszystko wina strasu – nowe odpowiedzialne stanowisko. Bycie szarym shinobi moim zdaniem jest o wiele przyjemniejsze xD
      Po tym co do tej pory przeczytałam, domyślam się, że cała sytuacja, w której są obecnie bohaterowie może się zmienić ze dwa razy ale lubię ten element zaskoczenia :D Ach, żeby kryminały też mnie tak częściej zaskakiwały :< A jeśli dostanę odpowiedzi w późniejszych rozdziałach to już w ogóle będę najszczęśliwszym człowiekiem :D

      Usuń
    3. Bo ja miałam taki plan! Znaleźć słodkie oczka kotka, który będzie na Was patrzył i błagał, żeby do mnie zajrzeć XDDD

      Okropne uczucie. To taka jakby utrata własnej cząstki tego, kim się było. Może jednak takie przerwy sprawiają, że dojrzewamy, mądrzejemy i jesteśmy zupełnie kimś innym? Dokończę opowiadanie, słowo!

      Karma wraca, zawsze. Dlatego mam nadzieję, że to, co szykuję dla Radnego usatysfakcjonuje Cię w jakimś stopniu :3

      Zrobię, co w mojej mocy, by jeszcze Was zaskoczyć! :) Kryminały czasem potrafią zaskakiwać, zależy jeszcze, jak wszystko jest przedstawione :D Chociaż też rzadko kiedy zdarza mi się otworzyć buzie ze zdziwienia xD

      Usuń
  6. Kuuuuuuuuuuuurwa.
    Kurwa, kurwa, kuuurwa.
    Co Ty wyrabiasz, Nobie, co? :o
    Nie mogę się otrząsnąć. W moich oczach kilkukrotnie zagościły łzy. To Twoja wina!
    Nawet nie wiem, od czego zacząć i na czym skończyć ten komentarz, po prostu nie potrafię pozbierać myśli.
    Życie Sasuke jest takie smutne. Począwszy od dziecięcych lat, znanych z mangi, aż do tego, co nam tutaj przedstawiasz. Opis tego, jak nie potrafił jej pokochać, dotarł do mnie tak głęboko... aż poczułam pewien rodzaj rozżalenia, którego nie potrafię nazwać.
    Coraz bardziej nastawiam się tu na śmierć Sasuke, choć nie pociesza mnie ta myśl. To przez ten prolog, po prostu widzę to jako zakończenie tej historii. I naprawdę smuci mnie to, coś czuję, że jeszcze nieraz poryczę się przez tego bloga.
    Nabrałam jakiejś sympatii do Eizo. Po prostu widać, że jest tylko i wyłącznie marionetką — aż zrobiło mi się go żal, do tego doszło współczucie. To Noriaki jest największą zakałą i śmieciem w całej tej historii. Oczywiste jest, że to on zabił żonę Eizo. Szkoda tylko, że ten zobaczył winę w Sasuke, ale cóż, biorąc pod uwagę okoliczności, trudno jest mu się dziwić.
    Czekam na dalszy przebieg akcji.
    I postaram się pozbierać po tym, co tutaj przeczytałam.
    Nie wiem, jak ująć to w słowa, ale to, co ze mną robisz... jest smutne, piękne i dziwne jednocześnie.
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OKEYLA! <3 Niech no ja Cię uściskam! Takiej reakcji to ja się nie spodziewałam! W ogóle miałam wrażenie, że rozdział mi nie wyszedł, a tutaj taka niespodzianka!

      Nigdy nie oszczędzam swoim bohaterów. Może to forma wyrzucenia swojego gniewu i cierpienia, a może po prostu jestem sadystką xD Jeśli będziesz jeszcze płakać, to na końcu opowiadania daj mi znać — w ramach rekompensaty prześlę Ci paczkę chusteczek ♥ Wiem, że prolog naprowadza Was właśnie na tą jedną, smutną myśl. Ponadto Sasuke wydaje się być w coraz gorszej kondycji... rozumiem Wasze rozżalenie.

      JEST! Wreszcie ktoś polubił Eizo, chociażby w małym stopniu. Tak jak mówisz, jest tylko marionetką w rękach Radnego. Noriaki tak naprawdę ma wszystkich gdzieś, liczy się tylko tytuł, który pragnie nosić na piersi.

      Nie wiesz, jak ująć to w słowa, a ja nie wiem jak ująć moje wzruszenie i radość na Twoją reakcję i Twoje przemyślenia. Dziękuję, po prostu ♥

      Usuń
  7. Twoja twórczość to dobry towar. 8) Znikam z powrotem w cień, ale wiedz, że czytam wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Klaudia ahahaha ♥ No siema ♥ Dobrze wiedzieć, że mam osobistego stalkera xD

      Usuń
  9. jak sie nazywają piosenki, ktore leca w tle? piekne są<3

    OdpowiedzUsuń