22.08.2017

Rozdział 14

Czas zemsty


Bałeś się kiedykolwiek ciemności? Zapalałeś światła w całym domu i czekałeś do świtu, cierpliwie odtrącając Morfeusza, który wyciągał ku tobie ręce. Jednak czy bałeś się kiedykolwiek tak bardzo, że śmierć okazywała się tylko przyjemnymi łaskotkami w porównaniu ze strachem, który próbowałeś w sobie zwalczyć?
Eizo bał się wystarczająco mocno, by nie bronić się przez kolejne piętnaście sekund. Ciosy zadawane jedynie przez bestie wydawały się być niczym w porównaniu z tym, co miało nadejść. Dumnie znosił każde pojedyncze pchnięcie fioletowej maszkary, której kościsty, trupi uśmiech nie schodził z twarzy. Dopiero gdy Susanoo schyliło się, by spojrzeć mu w oczy, zimno i zapach siarki zmroziły krew w jego żyłach.
Krzyknął raz, potem drugi, a za trzecim urwał, gdy jucha trysnęła z nosa. Zachwiał się na nogach, ale nie upadł. Ból nagle zniknął i mężczyzna w końcu zrozumiał, w co Uchiha z nim pogrywał. Nie chciał więc odpuścić, ale gdy tylko spojrzał w stronę młodego mściciela, począł uciekać. Wiedział, że nie będzie w stanie z nim wygrać.
Wrzaski ludzi wokół zdawały się być niczym w porównaniu z jękiem Eizo, który uważnie przyglądał się krokom nadchodzącego w jego stronę Sasuke. Ostatki odwagi jednak zakipiały w młodym mężczyźnie i delikatna poświata uwolnionej chakry oplotła jego ciało. Uchiha w żaden możliwy sposób nie okazał zdenerwowania. Jego sharingan i rinnegan błyszczały w ogniu, tnąc rzeczywistość na pół. Ciemność, mrok, zło, które szły tuż obok niego przyprawiały o białą gorączkę. Eizo zawahał się, by po chwili rzucić się z bojowym okrzykiem w stronę nadchodzącej zagłady.
Obaj w tym samym momencie wyciągnęli miecze, które skrzyżowały się z brzękiem. Z ostrzy aż poleciały iskry. Walka na spojrzenia trwała, ale siła, z jaką Sasuke odepchnął przeciwnika była przerażająca. Eizo odleciał co najmniej z metr i uderzył z hukiem w drzewo, które po kilku sekundach zajęło się ogniem. Uchiha, korzystając z okazji, ruszył na niego z iskrzącym się chidori w dłoni.
Drzewo pękło i rozpadło się.
Eizo w tym samym momencie rozpłynął się w chmurze dymu. Klon, zwróciwszy na siebie całą swoją uwagę Sasuke, po prostu zniknął. Wściekłość wzmocniła siłę Susanoo, które niechcący roznieciło więcej ognia.
— Zabij resztę — sapnął Uchiha w stronę monstrum, które wpatrywało się w niego ślepo. — Zabij ich, by nie skrzywdzili już nikogo więcej. Słyszysz mnie?
Susanoo wciąż patrzyło się na właściciela. Milcząca forma buntu wyprowadziła Sasuke z równowagi, który teraz omiótł wzrokiem otoczenie i ze zgrozą stwierdził, że ślad po Eizo i Sakurze zniknął.
— Rób, co mówię, ty sztywna kreaturo! — ryknął nań, wyrzucając z palców kolejną falę błyskawic. Fioletowa bestia ruszyła z miejsca, doprowadzając do drgania swymi ciężkimi krokami ziemię. — Kurwa!
Zauważył Yuto, który z trudem podniósł się z ziemi. Chwiejnym krokiem podszedł do Sasuke, ale zatrzymał się w połowie drogi, widząc w nim kogoś, kogo przywitał w swych progach ostatnim razem. Demon w ludzkiej skórze, demon ciemności — tak go wtedy nazwał. Młody mściciel. Uchiha zrozumiał spojrzenie i bez słowa odwrócił się na pięcie. Wytężając całą swoją energię i oczy, które puściły już strużkę krwi, obserwował Osadę w skupieniu. Ledwo dostrzegł słabnącą chakrę Sakury. Eizo szarpał się z nią, widział zarysy ich sylwetek na wzgórzu. Kierowali się do Kościoła, który jako jedyny nie stał jeszcze w ogniu. Haruno jednak pokazała swoją siłę, walcząc z mężczyzną na pięści. Kumulując resztki swojej chakry w dłoni, zadała tak mocne uderzenie, że Eizo wleciał do świątyni i przebił swym ciałem kilka belek. Budowla stanęła pod znakiem zapytania. Widząc jednak jak Sakura wchodzi do środka pełna rosnącej furii zrozumiał, że to może źle się skończyć. Wyostrzony zmysł słuchu odnotował niebezpieczny dźwięk pękającej skały. Kościół zaczynał pękać.
— Jesteś marionetką w rękach Noriakiego, zrozum to wreszcie! — krzyczała w stronę Eizo, który podniósł się i zachwiał na nogach. Zrzucił z siebie belkę, która zgniotła mu kolano, ale nie dał po sobie poznać, by cierpiał. — Bezpodstawnie ścigasz Sasuke.
— Zabił mojego brata — odparł chłodno. — Zabił moją rodzinę.
— Zabił w obronie własnej. Napadliście na niego w jego własnym domu!
— Nie miał prawa zabijać. Nie jest bogiem.
— Ty też nie. — Mierzyli się wzrokiem, każde cierpliwie czekając na ruch drugiego. — Słuchasz kogoś, kto ma cię za nic, kto planował śmierć Kakashiego.
Eizo spochmurniał, ale tylko na moment.
— Jestem tylko żołnierzem i wykonuję rozkazy.
— Rozkazy mordercy — splunęła pod jego nogi i to było zapałką, która rozpaliła w mężczyźnie niepohamowany ogień gniewu.
Z rykiem rzucił się w jej stronę i uderzył kobietę wprost w mostek. Ku jego zaskoczeniu sylwetka zniknęła w kłębie dymu, a on wpadł na kogoś i oberwał prosto w zęby. Sakura stała po drugiej stronie i skumulowała chakrę w dłoniach, która oplotła ciało Sasuke.
— Skoro tak bardzo pragniesz mojej śmierci to śmiało — zaczął kpiąco Uchiha, patrząc z rozbawieniem na Eizo, który przetarł zakrwawione wargi dłonią. — Spróbuj mnie zabić.
Wrzask. Uderzenie. Cios. Kopnięcie. Upadek. Wrzask. Uderzenie. Cios. Kopnięcie. Upadek.
Próbował powalić na ziemię mściciela, ale ten podtrzymywany chakrą Sakury był silniejszy. Mimo bezwładu lewej ręki, prawą wymierzał ciosy. A gdy ostatecznie walczyli na miecze, nie miał problemu ze sprawnym ruchem, który przecinał ciało Eizo z prędkością światła. Ostatecznie miecz przebił się przez jelito i wyszedł z drugiej strony, plecami. Shinobi wydał z siebie głuche jęknięcie, a Sasuke wpatrywał się w jego coraz bledszą twarz. Zaciskając coraz mocniej usta, wbijał się mocniej aż w końcu rękojeść nie pozwoliła na więcej. Trwał tak chwilę, by znienacka wyszarpnąć ostrze z ciała przeciwnika i kopnięciem odrzucić go dalej.
Sakura zakryła usta dłonią, nie wydając z siebie ani jednego dźwięku. Zrozumiała, że zaakceptowała wydane pozwolenie na egzekucję, której wcale nie chciała zobaczyć. Demon Sasuke urósł w siłę i był gotowy zadać jeszcze jeden cios, by ostatecznie rozprawić się z nędznym odpadkiem swej egzystencji.
— Nim umrzesz, chciałbym coś wyjaśnić — odparł spokojnie Sasuke i podszedł do dyszącego, klęczącego przed nim Eizo. Mocno szarpnął go za kołnierz kamizelki, zmuszając tym samym do spojrzenia mu w oczy. Mężczyzna stęknął z bólu i zacisnął powieki. — Widok ten wcale ci się nie spodoba.
W głowie wojownika ANBU zawirowało, gdy blask przerażającego rinnegana przeszył jego duszę w momencie, kiedy otworzył oczy. Czas stanął w miejscu, a ogień i walący się na nich strop nagle jakby zawisł w powietrzu. Sasuke odtworzył ze swoich wspomnień wszystkie momenty, w których Noriaki mu groził i planował. Wszędzie tam wyrażał się o swoich ludziach źle i z pogardą. Na sam koniec spróbował przekazać mu rozmowę z Naruto, który opowiadał o tym, czego dowiedział się wraz z Kakashim i czego doświadczył ze strony Radnego. Jednakże cała ta prawda nie przekonywała Eizo, szarpał się i krzyczał, ale gdy siła rinnegana wepchnęła się do jego umysłu i pokazała mu to, co widział sam Uchiha, nagle dziwny spokój ogarnął jego duszę. Oczami Sasuke obserwował swoją ukochaną, skurczoną i spaloną w ich własnym domu. Słyszał Uchihy wyrzuty sumienia i czuł okalające go Susanoo, które próbowało uchronić ledwo żyjącą kobietę w swoich ramionach. Nie udało się, a potem Eizo ujrzał siebie i zrozumiał, jak bardzo został zmanipulowany.
Indoktrynacja powiodła się i Eizo żałował.
— Sasuke!
Spojrzał na nią, przerywając więź z Eizo, który wyślizgnął mu się z rąk i osunął się na podłogę. Krew pociekła z kącika jego ust i Uchiha zrozumiał, że przesadził. Zrozumiał, że go zabił.
Sakura wskazała palcem na walący się sufit i lecącą w jego stronę belkę. Nim zareagował, kobieta już była przy nim i popchnęła go, a sama zatrzymała pędzącą część sufitu i rzuciła nim gdzieś na bok. Jakby nic się nie stało, kucnęła tuż nad ciałem Eizo, którego oczy pełne łez patrzyły z przerażeniem w nicość. Wiedziała, że to było nieuniknione, nawet jeśli Sasuke nie użyłby rinnegana, mężczyzna i tak by umarł. Niemniej można rzec, że ulżył mu fizycznego cierpienia. Zapewnił jednak, by psychicznie, duchowo cierpiał jeszcze bardziej.
Zerknęła na niego trochę przerażona, trochę zła. W tym trochę była jednak ulga, że sam to przetrwał. Może też zakotwiczyła się nienawiść za to, że nie potrafił kontrolować swoich demonów, a ona na nie przystała i tylko patrzyła. Nienawidziła wtedy i siebie, i jego.
Budynek stęknął, jakby sam przeżywając agonię. Płomienie tańczyły wokół, wlały się oknami i dachem, który rozpadał się na kawałki. Zrobiło się gorąco jak w piekle. Droga ucieczki znalazła się pod znakiem zapytania.
Wszystko stanęło w ogniu, a belki zaczynały uginać się pod ciężarem opadającego stropu. W chwilach słabnącego życia, ciężko walczyć o cokolwiek, ale Sasuke twardo stał na nogach, mimo że z trudem oddychał. Sakura wciąż patrzyła na martwe ciało Eizo, przerzucając wzrok na drzwi, które tonęło w płomieniach.
— Musimy znaleźć wyjście — rzuciła zachrypniętym głosem.
Nie odpowiedział. Nie miał już siły. Czuł gorąco, które stopniowo dotykało jego skóry. Łydki powoli zaczynały piec. Nie był jednak w stanie zrobić nic, by temu zapobiec. Patrzył martwym wzrokiem na kobietę, która właśnie wstała z klęczek i wbiła w niego zdenerwowane spojrzenie. Nie chciała się tym zdradzić, ale była przerażona. Sasuke rozumiał, sam bał się tego, co miało najdeść. Mimo iż walka nie była aż tak bardzo wymagająca, w jego stanie ciężko było mówić o lekkich starciach. Sakura za to poświęciła całą swoją chakrę na Eizo, a później ostatki na utrzymanie w ryzach Sasuke, który wykorzystał to na zemstę.
— Musimy się stąd wydostać.
— Ty musisz.
Rzuciła mu pytające spojrzenie, ale nim zdążyła się odezwać, niewidzialna siła wypchnęła ją za drzwi. Fioletowa poświata chroniła jej ciało w starciu z płomieniami, które dziko uniosły się niczym węże, wyczuwając ofiarę. Z hukiem uderzyła w lodowatą ziemię, łamiąc sobie kości. Ochrona Susanoo nie zadziałała na dłużej niż lot przez ogień.
Z jękiem podniosła głowę. Leżąc na brzuchu, czuła mrożący chłód, który otulił jej rozpaloną skórę. Sięgnęła jednak ręką do prawego biodra, które bolało tak mocno, że aż zawyła. Zignorowała tępy ból, chciała jedynie pobiec w stronę budynku i uratować Sasuke. Nie mogła się jednak ruszyć, pozostało jej patrzeć.
Kościół, który rozpadał się i tonął w ogniu, pożerał również pozostawionego w środku Sasuke, którego Susanoo już dawno nie było w stanie go chronić. Resztę tej siły przeznaczył dla niej, by uchronić ją przed śmiercią. Jednakże już nieistniejące drzwi kaplicy jakby się rozwarły, a ogień tańczył wokół i przybrał na sile. Żar buchnął w jej stronę i ponownie przyprawił o gorączkę.
I niczym jak we śnie, scena odtworzyła się na nowo, a ona mogła jedynie krzyczeć.
Płonął. Ludzka pochodnia zbliżała się w jej stronę, a ona nie była w stanie nic zrobić. Potrafiła tylko płakać jak mała dziewczynka. Bała się tak bardzo, że strach doszczętnie ją sparaliżował. Nie była już silną kobietą gotową do walki. Bitwa u boku osłabionego Sasuke i wykrzesanie z siebie jeszcze trochę energii, by go uchronić, osłabiła i ją. Odczuwała w końcu to samo, co Uchiha; byli w dziwny sposób ze sobą połączeni. W dodatku upadek, który złamał kości nie dał jej pola do popisu. Gdyby tylko wiedziała, że finał wyglądałby tak jak teraz, gdyby chociaż przez chwilę spróbowała zrozumieć sen, który był proroczy, może mogliby tego uniknąć. Kościół, który stał w ogniu, walące się belki i irytujący hałas skwierczenia — to były znaki, które oboje zignorowali.
Upadł tuż przed nią. Kolana ugięły się pod nim kilka metrów przed Sakurą, która nadal leżała na brzuchu i wyciągała z trudem ręce. Padł po kilku sekundach, podparłszy się rękoma o zimną glebę. Uniósł głowę i na nią spojrzał; jego skóra topiła się na jej oczach, widziała jak płaty niczym masło spływają z twarzy, rąk, szyi. Krzyk uwiązł w gardle, rozpacz ścisnęła za serce. Kare oczy przygasły, życie nagle straciło sens.
Poruszył ustami, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Nawet skowyt nie wypłynął z płuc. Umierał, patrząc na nią, płonąc i cierpiąc tak bardzo, jak nikt nigdy by nie chciał tego uświadczyć. Świąd palącej się skóry dotarł do jej nozdrzy, zakręciło to w głowie, przyprawiło o mdłości. Śnieg pod Sasuke topił się, syczał, a on rozpływał się wraz z białym puchem i znikał… i umierał.
Ostatnie, co ujrzała to fioletowe oczy wyłaniające się z ciemności — hipnotyzujące i niebezpieczne. Nim zrozumiała, straciła przytomność. Bowiem wszystko było iluzją.



Kilka godzin później



Mieszkańcy Osady wciąż walczyli ze skutkami napadu. Część domów wciąż się tliła, ogień wciąż na nowo odradzał się i szarżował po drewnianych częściach budowli, które wcześniej uchowały się przed apokalipsą. Niebo jednak rozpogodziło się i pozwalało przebić się promieniom słońca, które i tak nie były w stanie stopić śniegu. Temperatura wciąż wynosiła coś poniżej zera, a mimo to ogień nadal znajdował tutaj ukojenie.
Posprzątano ścieżki z trupów na tyle, na ile było to możliwe. Pomimo iż ludzie z Osady nie byli wojownikami i prowadzili normalne życie, w obliczu takiego niebezpieczeństwa potrafili złapać za miecz czy widły i bronić swych najbliższych. Niestety wielu zginęło w walce, a ogień strawił jedną rodzinę. Na straty tego typu nie było dobrych słów, nie było rozwiązania. Należało się z tym pogodzić. Najważniejsze, że już po wszystkim.
Sakura siedziała na metalowej ławce tuż obok Sasuke i leczyła jego rany. Wypominała mu iluzję, którą dokonał i była wściekła za to, że tak ją nastraszył. Uchiha nie powiedział ani słowa, ale by dodać jej nieco otuchy, a może i nawet przeprosić, ujął jej dłoń pewnie i mocno, i spojrzał w zielone oczy kobiety.
— Taki był plan — powiedział spokojnie, pokrzepiająco.
Skinęła głową, zaciskając usta w wąską kreskę.
— Wiem — odparła — ale bardzo się bałam. Nasze sny…
— To przeszłość.
Zrozumiała, że ich więź była jeszcze mocniejsza. Ból, który odczuwał Sasuke rodził się w niej i odwrotnie, i tylko dlatego Sasuke tak szybko wytropił Eizo. Cierpienie, jakie zadawał Sakurze, odbijało się też na nim i to doprowadzało zmysły do szału. Sny były za to łącznikiem wszystkiego, co miało nadejść. Jednakże nie było na to żadnego wyjaśnienia. Tak jakby wcześniej użyty rinnegan wybrał sobie jedną duszyczkę na cel, jakby związał się i nie pozwolił odejść.
— Żyję — wyznał twardo, a Sakura z trudem powstrzymywała łzy. — Żyję, nic mi nie jest, plan się powiódł. Teraz już będzie lepiej.
Wyczuła kłamstwo, ale potulnie pokiwała głową. Uścisk Sasuke stał się mocniejszy i poczuła ból w kłykciach, nic jednak nie powiedziała. Po cichu uwolniła chakrę i zielona poświata już okalała złamane żebro Sasuke, na które nawet nie zaczął narzekać. Początkowo jego mina wyrażała dezaprobatę, ale gdy mrowiący ból mijał, z ulgą uśmiechnął się pod nosem i przymknął powieki. Błogi spokój nagle otulił jego duszę.
— Najlepiej będzie, jak opuścicie Osadę. — Znikąd wyłonił się Yuto, którego głowę zdobił szary bandaż. Całe szczęście on i jego rodzina uszła z tego bałaganu z życiem i Sasuke naprawdę był wdzięczny za to losowi. Drugi raz mogło się nie udać. — Noriaki uważa, że nie żyjesz, a Sakura jest poszukiwana. — Yuto, chociaż wcale tego nie powiedział, był doskonale wtajemniczony w plan Kakashiego. Syn Noriakiego miał w końcu w swoim zasięgu tyle ohydnych dowodów przeciwko ojcu, że tak naprawdę to on był kluczem do sukcesu. Nie można jednak było się spieszyć; wszystko musiało odbyć się w odpowiednim czasie. — Nawet jeżeli sądzi, iż Osada została zrównana z ziemią, nie możemy ryzykować. To jedyny punkt zaczepienia. Sasuke, będziesz mógł go zaskoczyć, gdy wreszcie straci czujność.
Sakura niechętnie przyznała mężczyźnie rację, coraz mocniej ściskając prawą dłoń Sasuke, która również nie miała zamiaru puścić drobnych kobiecych palców. Strach, że jeszcze kilka minut temu mógł ją stracić z rąk człowieka zaszczutego przez Radnego, paraliżował go tak bardzo, że nie mógł się ruszyć. Sam sobie się dziwił, że był w stanie oddać się komuś tak bez reszty, zupełnie bezinteresownie i mimo wszystko, Uchiha gotów był zapłacić własnym życiem, byle ją uratować.
— Pytanie, gdzie się zatrzymamy — podjął w końcu Uchiha. — Sakura jest poszukiwana, a ja nie mogę się zdradzić, bo zapewne Noriaki nie posiada się z radości, by ogłosić wszem i wobec, że ostatni Uchiha leży gdzieś martwy. Musimy być ostrożni.
Gospodarz uśmiechnął się słabo i wyjął mały świstek papieru oraz pęk kluczy. Podał je bez słowa Sakurze, która czekając na wyjaśnienia, wzięła przedmiot do ręki.
— W Tanigakure mam mieszkanie, prawdopodobnie strasznie zaniedbane. — Lekko pomarszczone kąciki ust gospodarza uniosły się w uśmiechu. — Prezent od jednego z wędrowców, który nie mając jak zapłacić za pobyt, zostawił klucze do mieszkania z prośbą, by wykorzystać jego dom w pilnej potrzebie. Planowałem przekazać je mojemu wnukowi, gdy podrośnie, ale…
— Nie możemy tego przyjąć — oponowała Sakura.
— Proszę, to miejsce w Kraju Rzek. Mało ludzi pochodzi stamtąd, a dom położony jest gdzieś w lesie. — Zamknął oczy i przetarł spoconą twarz wierzchem dłoni. — Niech to będzie prezent albo, jak wolicie, podziękowanie za pomoc w uratowaniu Osady. Noriaki nie pomyśli, by udać się w tamte strony w poszukiwaniu jednej kobiety. Niech to będzie jakiś start.
Sasuke spojrzał na Sakurę, która już wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami. Nie wierzyła, że będzie chciał udać się tam razem z nią, ale sam potrzebował schronienia. Yuto miał rację, że trzeba było się gdzieś skryć, a Uchiha nie miał zamiaru puścić Sakurę samą. Wbrew wszystkiemu, po prostu tego nie chciał. Musiał być przy niej, być blisko. Mimo że zdawał sobie sprawę, iż w trudnych chwilach poradziłaby sobie sama,  nie miał zamiaru jej zostawiać.
— Kilka miesięcy odpoczynku dobrze wam zrobi — kontynuował melodyjnie Yuto, wpatrując się z czułością w splecione dłonie dwójki młodych wojowników. — Jestem pewien, że ten pobyt zaowocuje w coś jeszcze…
Sakura mocno się obruszyła, spalając buraka, a Sasuke albo nie zrozumiał aluzji, albo po prostu wydało mu się to czymś oczywistym, bo z uniesionymi brwiami patrzył na Sakurę i jej czerwoną twarz. Yuto wybuchł gromkim śmiechem.
— Sakura. — Sasuke spojrzał na nią i niespodziewanie ucałował jej czoło, zupełnie sam siebie zaskakując. Przyciągnął ją mocniej do siebie i przytulił, a ona, choć zaskoczona, odwzajemniła ten czuły gest. Uniosła brodę. — Spakuj rzeczy, wyruszamy za kilka minut. Muszę tylko porozmawiać z Yuto.
— Naprawdę chcesz… chcesz wyruszyć ze mną? Zamieszkać? Razem?
Uśmiechnął się tak ludzko i uroczo, że wydawało się to jej tylko pięknym snem. Pokiwał z aprobatą głową i wypuścił ją z ramion, przerzucając już wzrok na gospodarza, który głupkowato się uśmiechał.
Sasuke przerażała myśl kilku miesięcy normalnego życia gdzieś w Kraju Rzek. Ukryty w cieniu, próbujący zaznać czegoś nowego, żyjąc obok Sakury — czy to mogło się udać? Z jednej strony jakaś część pragnęła takiego życia, ale z drugiej nie wyobrażał sobie czekać tak długo, by uderzyć i zlikwidować Noriakiego. Mimo prośby Kakashiego, mimo jego planu kilka miesięcy to było za długo, zważywszy na to, w jakim stanie był Uchiha.
Patrząc teraz na Yuto, wiedział, że musi mu o tym powiedzieć. Potrzebował planu, alternatywy, czegoś, co pozwoliłoby mu udawać przez jakiś czas, by później wyjść z cienia i dokonać zemsty, dokonać rewolucji i by oczyścić swoje imię z oszczerstw, jakoby to on zabił Hokage. Dowody na zdradę Noriakiego były w zasięgu ręki, ale niegotowe jeszcze, aby ujawnić je światu.
— Nie mam tyle czasu — powiedział, patrząc zaskoczonemu Yuto w oczy. Starszy mężczyzna przymknął delikatnie powieki i zaczerpnąwszy głęboko powietrza, westchnął. — Muszę dostać się do Noriakiego jak najszybciej.
— Nie bądź głupcem — niemalże warknął w odpowiedzi. — Nie możesz teraz działać zbyt pochopnie, musisz chociaż na chwilę zniknąć. Skoro i tak uważa, że nie żyjesz to chyba lepiej, aby tak zostało, nieprawdaż?
Oczywiście Sasuke przyznał gospodarzowi rację, jednakże wiedział, że to wszystko to i tak tylko mrzonka. Nie wyobrażał sobie żyć gdzieś w cieniu, ukryty przez kilka miesięcy, by z zaskoczenia dopaść Radnego i skończyć tę paskudną serenadę na zawsze. Stan jego zdrowia pogarszał się i Uchiha zdawał sobie sprawę, jak ważną rolę odgrywał w tym przedstawieniu czas.
— Nie rozumiesz. — Podniósł lewą dłoń na wysokość oczu Yuto i wręcz swym naglącym spojrzeniem kazał, aby uważniej przyjrzał się zabandażowanym palcom, które niezauważalnie poruszył. — Tracę kontrolę nad własnym ciałem. Często budzę się ślepy. Krwawią mi oczy i nos. Palce lewej dłoni zaczynają czernieć. — Gospodarz otwierał szeroko oczy w niedowierzaniu i z niepokojem ujął dłoń młodego wojownika, by sprawdzić, czy nacisk na palce zostanie przez niego zauważony. Twarz Sasuke nie wyrażała jednak niczego. — Widzisz? Nieważne jak mocno ściśniesz, nie czuję tego. Z dnia na dzień jest coraz gorzej.
Yuto nie powstrzymał się od pytania, czy poinformował o wszystkim Sakurę, a gdy ten odpowiedział, że nie ma takiego zamiaru, gospodarz wściekł się i argumentując stosownie, iż kobieta to medyk i na pewno będzie w stanie mu pomóc, szczerze wierzył, że słowa te dotrą do niewzruszonego Uchihy. Niestety było inaczej.
— Obiecałem nie przysparzać jej więcej cierpień — burknął.
— Umierając, zranisz ją bardziej niż zamartwiając ją swoim zdrowiem — odpowiedział spokojnie Yuto. — Kocha cię, widać to gołym okiem. Ty też nie wydajesz się być wobec niej obojętny.
Sasuke, usłyszawszy słowa padające z ust gospodarza, naprawdę się zaniepokoił. Czy faktycznie było widać, że zależało mu coraz bardziej na tej irytującej kobiecie? Uczucie, które towarzyszyło mu przez cały ten czas było czymś na pograniczu irytacji a fascynacji. Wspomnienia z dzieciństwa wydawały się takie nierealne i odległe. Późniejsze, tylko nieliczne i z Sakurą w roli głównej, także mogły być kompletnie odmienne. Emocje jednak były prawdziwe i pamiętał ten dzień, gdy stara drużyna siódma pragnęła odbić go z rąk Orochimaru, a wtedy on i ona patrzyli na siebie po latach i Sasuke nie rozumiał, dlaczego pragnęła dać mu całą swoją miłość, skoro jego jedyną miłością była zemsta.
— Sasuke, gdy już zdecydujesz, że nadszedł czas, poinformuj mnie.
Uchiha skinął głową.
— Wtedy ty podzielisz się ze mną dowodami. — Patrzył chłodno w stalowe tęczówki gospodarza. Niechętnie na to przystał. — Wiem, że mój plan ci się nie podoba, ale liczy się czas, którego nie mam.
— Bardziej nie podoba mi się to, co zamierzasz zrobić i że ją oszukujesz.
Sakura zmierzała w ich stronę i Yuto już patrzył na nią przez ramię Sasuke, który teraz zmarszczył brwi i karcącym wzrokiem obrzucił mężczyznę. Uchiha też nie polubił się ze swoim planem, ale nie pozostało mu nic innego. Musiał działać.
Krok ku przepaści — śmiało się alter ego. — Jedna kobieta nie uratuje tego, kim naprawdę jesteś. Obudzi się w tobie morderca wtedy, kiedy nie będziesz tego chciał. Obiecuję.
A wtedy zginą ci, którzy zasługują tylko na śmierć.



Trzy tygodnie później



Nawiedziały go niespokojne sny, w których postokroć przeżywał własną śmierć. Jednakowoż budząc się w łóżku obok kobiety, która oddała mu całą swoją miłość, uspokajał się tylko na chwilę.
Od minionych wydarzeń minęły zaledwie trzy tygodnie. Sasuke musiał przeczekać jeszcze trochę, by wcielić w życie plan zamordowania Noriakiego. Z bólem serca czytał zwoje przesłane przez Naruto, który gorączkowo relacjonował wszystko to, co działo się przez ten czas w Konoha. Tak jak przypuszczano, wieść o tym, że zdrajca został wreszcie wyeliminowany rozeszła się po świecie z wielkim tupnięciem. Ludzie wyrażali wielką radość, pomimo straty Kakashiego, którego pogrzeb odbył się z należytym szacunkiem i przemową samej Tsunade. Mimo domniemanego pomszczenia śmierci Hatake, w mieszkańcach Konohy rodził się niepokój. Padały pytania, wątpliwości, ale nikt nie omieszkał przeciwstawić się nowemu władcy. Noriaki więc przejął władzę jak planował i wzbudzał w ludziach strach. Zyskał coś kosztem kogoś, bo tracąc przy tym jednego z najlepszych szpiegów historii — Eizo, który dopiero na łożu śmierci zrozumiał, kto pociągał za sznurki — stracił także zaufanie pozostałych przekupionych żołnierzy.
Już czas — mruczało chytrze alter ego, a Sasuke w spokoju czekał.
Pewnego ranka siedział przy stole i popijał ziołowy napar, który z czułością przygotowała Sakura. Uchiha w końcu przyznał się do złego samopoczucia, nie mógłby zresztą uniknąć tej rozmowy, gdy podczas treningu zasłabł, a bandaż odsłonił gnijącą dłoń. Oboje wtedy ronili łzy, bowiem nie było już więcej do powiedzenia. Słowa nie opisałyby cierpienia czy nadchodzącej śmierci. Oboje mogli to jedynie zaakceptować, chociaż Haruno uparła się, by chociaż spróbować to wszystko załagodzić. Doskonale wiedziała, że nie była w stanie pomóc mu wyzdrowieć, nie było takiej możliwości. Mogła jedynie pomóc mu przejść przez ten czas i po prostu być.
— To stanie się dzisiaj — powiedział nagle w eter, ale Sakura już na niego patrzyła pełnym skupienia wzrokiem. — To musi stać się dzisiaj.
— Chcesz tego dokonać w rocznicę śmierci twoich rodziców.
Sasuke tylko na nią patrzył.
— Tak.
— Pomogę ci dostać się do Konohy i przemknąć obok strażników. — Haruno usiadła naprzeciwko niego i uważnie lustrowała mimikę jego twarzy. Z żalem stwierdziła, że te trzy tygodnie bardzo go postarzały, ale nadal był zabójczo przystojny. Miała jednak wrażenie, iż jego oczy stały się jeszcze bardziej puste. Jakby ciemność zagościła w nim na zawsze i nie pozwoliła już cieszyć się niczym więcej. — Będę również wspierać twoją chakrę w trakcie starcia z Noriakim. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, abyś trzymał miecz w dłoni do samego końca.
Był dumny i zaskoczony. Chciał dokonać zemsty w samotności, ale ze zdziwieniem przyznał sam przed sobą, że potrzebuje pomocy i nie zamierzał odmawiać. Ponadto bardzo podobał mu się plan, który już wcześniej był omawiany. Nie bez powodu ich wspólne treningi opierały się na kontroli wewnętrznej chakry i przepływie energii między nimi. To był czas, który jeszcze mocniej wpłynął na ich więź i w takich chwilach byli jednością. Nie w łóżku podczas cielesnych uniesień, ale wtedy gdy mogli stanąć ramię w ramię i wesprzeć się umysłem, siłą. Duszą.
— Mogę zginąć.
— Wiem — odparła hardo, patrząc mu głęboko w oczy. — Dlatego zrobię wszystko, by to Noriaki zginął pierwszy.
Na twarzy Sasuke pojawił się podstępny i szczery uśmiech, który Sakura odwzajemniła. Skoro nie można było walczyć z postępującym końcem, trzeba było zrobić wszystko, by Śmierć zabrała obecnego Hokage jako pierwszego.
Wszystko inne, co miało wydarzyć się później, nie miało znaczenia.
Zemsta musiała wreszcie spuścić z kogoś krew.
Odsunął się delikatnie na krześle i wzrokiem przyciągnął do siebie Sakurę, która bez słów podeszła do niego na palcach i usiadła na kolanach Sasuke z uroczym uśmiechem. To intrygujące, jak bardzo zbliżyli się do siebie w przeciągu tych kilku tygodni. Samotni wśród rzek… mieszkający w starym domu, w lesie mogli liczyć tylko na własne towarzystwo. Czy to pomogło im zbudować, a raczej zacieśnić tą dziwną, acz niesamowitą więź? Cokolwiek było powodem, Sasuke czuł w sercu spokój, mimo że zemsta wciąż wysuwała się na pierwszy plan. Chcąc zatem zagłuszyć jej krzyk, wpił się w usta kobiety z czułością i poddał się tej przyjemności jeszcze na dłuższą chwilę, by pogłębić pocałunek i oddać wszystko to, co miał i czuł, czego nauczył się dzięki niej.
Sakura żarliwie oddawała jego coraz głębsze pocałunki, z czasem stawały się niemal nachalne i irytujące, mocne. Sprawiały ból fizyczny, ale przyprawiały serce o szybsze bicie. Sasuke podniósł się, trzymając ją mocno za pośladki. Położył kobietę na stole, wcześniej zrzucając naczynia, które z hukiem roztrzaskały się o drewnianą podłogę. W przeciągu chwili zniknęły z nich ubrania, jedynym odzieniem były blizny, który przypominały o cierpieniu i nadchodzących niedogodnościach.
Znajdując wspólny rytm, nie poprzestawali na poznawaniu się od nowa. Wpatrując się w kare oczy mężczyzny, Sakura zrozumiała, że to naprawdę mógł być koniec wszystkiego. On zaś, patrząc w zieleń jej tęczówek, mógłby przysiąc, że jest w stanie odnaleźć jeszcze nadzieję.
Pocałował ją najczulej jak potrafił i powiedział coś, co tylko ona mogła usłyszeć.
Czas się zatrzymał, a łzy po ich policzkach znaczyły własną ścieżkę.
Nadszedł czas — śmiało się alter ego.
To było pożegnanie.


Nobie says: Długo mnie nie było, znowu. Szept jest trudną historią, w dodatku pisaną w różnych odstępach czasu. Praca zabiera mi większość drogocennych godzin i nie jestem też w stanie oddać się swoim hobby w pełni i w tym samym momencie. To znaczy, że jedno wyklucza drugie, ale to drugie czy trzecie będzie miało swój czas później. Ponadto chyba można też zauważyć różnicę w pisaniu, dzieląc ten rozdział na części. Przynajmniej ja to widzę. Cóż, zbliżamy się do końca. Nadszedł czas konfrontacji z szaleństwem, jakim jest Noriaki. Po wszystkim czeka nas epilog i to będzie… koniec. Aha, polecam ścieżkę dźwiękową u góry do czytania, serio. Przy niej pisałam ten rozdział oraz epilog. Dodaje tego czegoś, tak moim zdaniem.