09.04.2017

Rozdział 12


Zdrajca

Jeżeli stojąc twarzą w twarz ze Śmiercią, zaczynasz się uśmiechać to albo godzisz się z nadchodzącym końcem, albo jesteś zwykłym głupcem. Gdyby spytać Sasuke, co kłębiło się w jego głowie, kiedy spojrzał w oczy Noriakiego, na pewno odpowiedziałby, że odczuwał pogardę.
Pogardę do samego siebie.
Mimo że Uchiha wiedział, że sprzedał swoją duszę diabłu, nie mógł pogodzić się z myślą, iż Radny wszystko dokładnie zaplanował i gdzieś w tym wszystkim tkwił spory haczyk. Uratowanie Hokage i Naruto oraz dziedziczkę byakugana w zamian za jego życie było czymś, co bez dłuższego zastanowienia przyjął. Już dawno pogodził się ze śmiercią, był na nią gotów. Okazało się jednak, że los oczekiwał czegoś jeszcze. Prawdopodobnie poświęcenie miało być pokutą za wszystkie grzechy. Pluł sobie jednakowoż w brodę, bo wystarczył jeden impuls, by podjąć nieprzemyślaną decyzję.
A mógł porozmawiać z Sakurą. Była bystrą kobietą, inteligentną. Wystarczyło tylko pokazać ten świstek papieru, wysłuchać jej propozycji, tych za i przeciw, i wspólnie coś wymyślić. Miast tego zostawił ją z marną wiadomością w nadziei, że Yuto sobie z nią poradzi i nie pozwoli dociekać. Obawiał się jednak, że pozostawienie Osady bez jego opieki było największym błędem, jaki mógł popełnić w dotychczasowym życiu.
Poleje się krew — podpowiadało jego alter ego, śmiejąc się w głos.
Też to czuję, odparł w myślach.
Ktoś dzisiaj umrze, Sasuke i na pewno nie będziesz to ty.
Bez słowa dał się zaaresztować skorumpowanym wojownikom, ale przez cały ten czas nie spuszczał z oczu Radnego. Starzec starał się za wszelką cenę zachować pokerową twarz, ale jego oczy zdradzały coś bardzo niepokojącego. Błyszczały w zachodzących promieniach słońca, a gdy całkowicie zniknęło za horyzontem, brzydki cień padł na jego surową twarz naznaczoną starczymi plamami. Usta zaś wykrzywiał szeroki uśmiech.
To był triumf.
— Spal Osadę — rozkazał z ironicznym uśmiechem na ustach Noriaki, a już spokojniejszy, choć wciąż pogrążony w ogromnej żałobie Eizo zasalutował posłusznie i zniknął w kłębie dymu wraz z liczną grupą innych wojowników.
W Sasuke coś zawrzało. Chciał się wyrwać i zrobić rzeź, ale panował nad sobą w jakimś nikłym stopniu i tylko rzucił pogardliwe spojrzenie Radnemu, który prychnął w odwecie i otworzył bramę prowadzącą do podziemnego tunelu. Uchiha postanowił to wszystko opóźnić, dowiedzieć się, jak złowrogi plan miał Noriaki i shinobi wiedział, że prędzej czy później cokolwiek powie.
— Nikt nie miał ginąć — wycedził młody mężczyzna przez zaciśnięte zęby i nie pozwolił zepchnąć się na schody. — Nie spóźniłem się, przybyłem od razu. Wszyscy mieli być bezpieczni.
Noriaki ciężko westchnął i przeciągnął się, ostentacyjnie obrzucając spojrzeniem ciemną okolicę. Wydał z siebie jakiś dziwnie nieokreślony dźwięk i złożywszy dłonie jak do modlitwy, wygiął palce, które głośno trzasnęły. Wtedy ponownie westchnął, ale z wyczuwalną ulgą.
— Zmieniłem zdanie — rzucił, a kącik jego ust uniósł się wystarczająco wysoko, by Sasuke odczytał wreszcie jego intencje. Wściekłość zawrzała w nim z taką siłą, że ciało oplotła fioletowa poświata, a wojownicy przygotowali się do ataku.
— Jesteś tchórzem, Noriaki.
Radny zaśmiał się w głos i uspokoił gestem ręki swoich podwładnych. Mężczyźni jednak nie opuścili gardy i wciąż trzymali gotowe w pogotowiu katany. Nie ufali komuś takiemu jak Uchiha, poza tym zdawali sobie sprawę, jak silnym mężczyzną się stał. Niejeden pluł sobie w brodę, że za dużą kasę i dobrą posadę postanowił służyć komuś takiemu jak ten starzec. Za czasów Danzo było źle, ale teraz wydawało się być jeszcze gorzej.
— To nie tchórzostwo sprawiło, że zaszedłem tak daleko — odpowiedział lakonicznie i dopiero wtedy ich spojrzenia się spotkały. Oczy Sasuke błyszczały od potęgi Rinnegana i Sharingana, a stalowe tęczówki Noriakiego nie wyrażały nic poza wielkim skupieniem. — Jesteś za młody, by to zrozumieć. W dodatku odrzuciłeś propozycję wstąpienia do ANBU. — Tutaj zrobił celową pauzę, ażeby tylko zauważyć drżący mięsień na twarzy młodego Uchiha. — Tylko głupcy kierujący się w życiu idiotycznymi ideami nie zachodzą wysoko.
— Mylisz się — warknął. — Madara sądził tak samo, a teraz jest martwy. Niczego nie osiągnął, jedynie więcej stracił.
Noriaki wydał z siebie dziwny dźwięk, coś pomiędzy prychnięciem a jękiem. Odpowiedział mu tylko długim milczeniem, a po chwili rozkazał wojownikom zaprowadzić go na dół, gdzie znajdowali się jego więźniowie. Ostatni raz omiótł pustą okolicę wzrokiem i upewniwszy się, że nikogo w pobliżu nie ma, podążył za ANBU.


Nie dosięgniesz końca, jeśli w porę nie zasmakujesz goryczy porażki.
Ciemność cię znajdzie. Gdziekolwiek zajrzysz, ona zawsze pozostanie obok. Będzie patrzeć, jak popełniasz błąd za błędem, by na nowo wszczepić w tobie zło. A to zło na nowo urośnie i znów ci, którzy zaczną o ciebie walczyć, ucierpią.
Chcesz, by cierpieli.
Pomyśl jednak, że tak wiele może się zmienić. Wystarczy chcieć.
Chcieć zrozumieć i być człowiekiem.


Sasuke zlustrował twarze wojowników trzymających za związane ręce Naruto i Hinatę. W kącie siedział Kakashi, ale pierwsze co rzucało się w oczy to brak maski, która zawsze spoczywała na jego twarzy. Za nią nie kryło się jednak nic wyjątkowe, a sam Hokage miał lekko podbite lewe oko. Wydawał się spięty i w naprawdę kiepskim humorze, ale widząc Uchihę, posłał mu niepewny uśmiech.
— Wedle umowy — Noriaki skinął na dwójkę, których niemal wepchnięto na schody — puszczam ich wolno.
— Chyba o kimś zapomniałeś — mruknął Sasuke.
Radny uśmiechnął się, ale w tym uśmiechu było coś bardzo dziwnego. Chwilę później drzwi się zatrzasnęły, w totalnym milczeniu wypuszczając na wolność Naruto i Hinatę, którzy na pewno rozpowiedzą wszystkim o tym, co się stało i głównie to wzbudziło w Sasuke niepokój. Coś ewidentnie było nie tak.     
— Wypuszczę go, jeśli cię pokona.
Kakashi wstał, dzierżąc w dłoni długą katanę. Bez żadnych emocji na twarzy, potrząsnął tylko głową, ale ręka zacisnęła się mocniej na zimnej rękojeści.
Ktoś zginie — podsunęło alter ego, które Sasuke zbeształ.
Uderzenie w twarz. Niespodziewany atak wywołał w młodym mężczyźnie ogromną konsternację. Przecięta warga wydobyła krew, którą starł wierzchem dłoni, spoglądając na winowajcę. To Kakashi. Trzymał wysoko uniesioną pięść, przepraszając. Czy był zamierzony, trudno stwierdzić, ale radość przyglądającego się Noriakiego wzrosła.
— Walcz ze mną — nakazał Hokage, a Sasuke zatrzymał na nim swój wzrok.
— Nie mogę.
— Walcz!


Wszystko stało w ogniu. Ludzie walczyli z nacierającymi siłami ANBU, a ona po prostu patrzyła. Deski pożerały czerwone płomienie, las w oddali raził w oczy płonącymi drzewami. Chaos zapanował nad Osadą. Dzieci krzyczały, biegały boso i szukały rodziców.
Pobiegła w ich stronę, ale one się oddalały, by nagle zmaterializować się tuż za nią, osmolone i martwe. Krzyk poniosło echo, upadła na kolana i zasłoniła załzawione oczy drżącymi rękoma. Nie chciała patrzeć, nie chciała też słyszeć.
Wtem cisza oplotła umysł i znowu znalazła się w pięknej, zimowej Osadzie, która tonęła w śniegu. Drżąc z zimna, doczłapała do pobliskiego domu, w nadziei na znalezienie gospodarza, ale każdy jeden krok oddalał ją od celu. W panice zaczęła biec, ale wciąż znajdowała się w miejscu.
I upadła, spadała w otchłań bez końca, a nim wylądowała na dnie przepaści, przed jej oczami ponownie stanęła płonąca Osada. Czyjś wrzask rozpaczy zadudnił w uszach wraz z narastającym, gardłowym śmiechem. Odór spalenizny dotarł już do nozdrzy, dym wypełnił płuca i zaczęła się dusić.
Nastała ciemność. Otworzywszy oczy, krwisty nieboskłon uderzył jak grom. Zerwała się na równe nogi i spojrzała za siebie. Z domku wychodził mężczyzna, zajął się ogniem. Stąpał, w konwulsyjnych drgawkach pokonywał kilka małych kroczków, brocząc śnieg krwawym szlakiem.
Wyciągnął ku niej ręce oblepione ciemną juchą i smołą. Palił się, sczerniała mu już skóra. Układał usta, by coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydobył się na zewnątrz.
I upadł. I płonął.
A ona stała i patrzyła, roniąc gorzkie łzy.
Obudziła się spocona, z krzykiem wydobywającym się z suchego gardła.
To nie pierwszy raz śnił się jej ogień. Dobrze pamiętała, jak ona i Sasuke mieli podobny sen w tym samym czasie. Coś się działo, coś wisiało w powietrzu. Nie była tylko jeszcze świadoma, jak potężne zło pragnęło uderzyć.
Jednakże pierwszy raz od dawna śniła jej się śmierć.
Śmierć Sasuke.



Walczyli bardzo długo. Ostrza i techniki przecierały się, ale żadne z nich nie miało przewagi. Owszem, Kakashi był nieco słabszy, Sasuke osiągnął tak wiele i taką mocą wojował, że nie były to równe szanse. Jednakże nikt nie chylił się ku zwycięstwu.
— Masz problemy — sapnął Hatake, gdy na ułamek sekundy nie okładali się nożami. Po chwili w ruch poszły pięści. — Lewa ręka. Nie masz nad nią pełnej kontroli.
Uchiha mruknął coś w odpowiedzi i skupiając chakrę właśnie w lewej dłoni, uderzył Hokage tak mocno, że ten wylądował plecami na ścianie. Kopniak w brzuch sparaliżował, Hatake zachłysnął się śliną i możliwie nadchodzącymi wymiocinami. Nie był jednak mu dłużny. Złapał go za kostkę i z całej siły pociągnął, a gdy ten runął na ziemię z głuchym łoskotem, ciężko zakasłał. Podciągnął go za kołnierz i wymierzył kilka ciosów, zaciskając usta w wąską kreskę. Uchiha przyjmował uderzenia w ciszy, nie próbował nawet zepchnąć z siebie mistrza.
Czekał na koniec.
Nie bądź dzieckiem — warknęło złe alter ego.
Wrzasnął, zepchnąwszy z siebie Kakashiego i sam zaczął naparzać mężczyznę pięściami. Starta skóra zaczynała krwawić, a lewa ręka naprawdę odmawiała posłuszeństwa. Gdy Hatake stracił na sekundę przytomność, Sasuke podniósł się i złapał za katanę. Nie miał zamiaru robić nic więcej, chciał skupić się na Noriakim, który właśnie zrozumiał, co się święci i zaczął truchtać w miejscu. Spojrzenie Sasuke było tak lodowate, że Radny poczuł jak zamarzają mu kości.
— Nie rób niczego głupiego! — zawył dyszkantem.
Uchiha posłał mu ponury uśmiech.
— Sasuke! — zawołał Kakashi, a ten przymknąwszy powieki, odwrócił się ku niemu. — Jeszcze nie skończyłem…
— Uparty jak zawsze — syknął.
— Sasuke. — Hokage, kulejąc, podszedł do byłego ucznia i popatrzył na niego z powagą. Dziwnie zaciśnięta pięść zdradzała zdenerwowanie i Uchiha nie potrafił zrozumieć, dlaczego mistrz próbował kontynuować tę bezsensowną walkę, zamiast zająć się Noriakim. — Cokolwiek się stanie, pamiętaj — odezwał się Kakashi, ciężko oddychając — to nie twoja wina.
Czy już wspomniałem, że ktoś dzisiaj umrze?
Trysnęła krew, rozbryzgując się na twarzy Sasuke i samego Kakashiego. Dziwne chlupnięcie wydało się z gardła Hokage, a do podziemi dotarł blask księżyca, który oświetlił złowrogie ostrze. Hatake zamarł w bezruchu, spoglądając w dół, a później przeniósł zamglony wzrok na Uchihę. Pokiwał przecząco głową, jakby samemu sobie nie dowierzając. Wówczas cieniutka strużka krwi wypłynęła z kącika jego ust. Hokage odruchowo złapał za ostrze i zacisnął na nim mocniej ręce, raniąc się aż do kości.
Sasuke wpatrywał się z szeroko otwartymi oczami na wbitą katanę prosto w serce swojego byłego mistrza. Długo nie pojmował, co się stało i dopiero po dłuższej chwili zrozumiał, kto tak naprawdę był sprawcą. Z szoku wyrwał go gardłowy śmiech Noriakiego, który powoli i perfidnie klaskał w dłonie.
— Myślałem, że się nie doczekam!
Usta Hokage wypełniły się krwią, ale nie spuszczał z oczu ucznia, skupiając całą swoją energię tylko i wyłącznie na nim. Oddech zaczynał robić się płytszy, sekundy dzieliły go od spotkania z Kosiarzem. Uchiha zerknął na swoje ręce, które trzymały rękojeść miecza z taką siłą, że aż pobielały mu kłykcie. Nie wierzył w to, co właśnie się wydarzyło. Próbował odciągnąć ręce, ale jakaś niewidzialna siła nie pozwoliła na to. Pot spłynął po czole, gdy uparcie szarpał się, chcąc wyjąć ostrze, ale na nic zdały się jego próby.
Zakazana technika, którą użył Noriaki, zmusiła ręce do działania. Sasuke nie mógł nad tym panować i nie był w stanie poczuć uderzenia, które w jakiś dziwny sposób sprawiło, że to on wbił miecz prosto w serce Hokage.
Wtedy w głowie wojownika zakołatała jedna arcyważna myśl.
To był ten cholerny podstęp.
— Zabiłeś Hokage — rzekł z powagą Radny, wyłaniając się za plecami Kakashiego niczym duch. — Zdrajca.
Instynkt podpowiadał ucieczkę, gdy niewidzialne siły puściły ręce, które bezwiednie opadły wzdłuż ciała. Ktoś położył dłoń na jego ramieniu, uniósł brodę, by spojrzeć wprost w wygasające tęczówki byłego mistrza. Noriaki zaś powtarzał to jedno złe słowo niczym mantrę. Zdrajca.
Zdrajca.
Zdrajca.
Zdrajca.
Z D R A J C A!
— Uciekaj — wycharczał Kakashi i to było ostatnie, co przeszło przez usta wypełnione ciemną juchą. Miał uciekać i to był rozkaz. Rozkaz i wola, a wole umierającego należało uszanować. 
Znikąd zeszli się ludzie oraz dowódcy ANBU. Wśród całego tłumu wyłoniła się również Tsunade, która zamarła na ten widok. Wtem budynek rozsypał się na drobne kawałki i Sasuke zrozumiał; to wszystko było iluzją, tak naprawdę całą walkę stali odsłonięci na zwykłej drodze, którą teraz wypełnili przerażeni mieszkańcy, dowódcy silnych jednostek czy inni ważni shinobi. Wszystko było ukartowane, uwolnienie Naruto i Hinaty miało doprowadzić ich wszystkich do tej jednej chwili. Wybielić Noriakiego i zbezcześcić Sasuke.
— Dlaczego? — padło niewinne pytanie z ust Uzumakiego, które tak bardzo wstrząsnęło Uchihą, że wywołało w nim kolejną falę wściekłości. Zło przebijało się na zewnątrz, gotowe poderżnąć Radnemu gardło.
Jednym szarpnięciem, potężnym krzykiem, złapał za rękojeść katany, by mocno wyszarpnąć ją z ciała upadającego Hokage. Nie zważając na narastające zdziwienie Radnego, rozpędził się w jego stronę i zamachnął. Nie zdążył jednak, bo Noriaki zrobił sprawny unik, a zakazana technika uaktywniła lewe oko i bielmo rozbłysło. Niewidzialne ręce zaczęły oplatać ciało Sasuke z potężną siłą.  Krzyk wypełnił jego płuca, kilka kości trzasnęło pod naporem i wtedy dopiero poczuł prawdziwy ból.
— Było trzeba się słuchać — mruknął złowrogo Noriaki.
— Było trzeba patrzeć.
Noriaki upadł z łoskotem na zimną, ceglaną podłogę. Niewidzialne ręce puściły Sasuke, a Rinnegan błyszczał w półmroku, ciemnofioletowa poświata okalała ciało, a Susanoo stało nad ledwo przytomnym Radnym. Koścista bestia pochyliła się nad starcem, który krzyknął krótko, ale po chwili zaczął się śmiać. W tle ludzie panikowali, wrzeszcząc i odwracając wzrok.
Nikt nie interweniował, nikt nie próbował wtrącić się w ich walkę. Tsunade pochylała się nad martwym Hatake, podczas gdy Naruto kręcił z niedowierzaniem głową, roniąc przy tym łzy.
— Od dziecka podążałeś drogą zemsty. — Noriaki podniósł się z ziemi i splunął krwią. Susanoo nie robiło na nim wielkiego wrażenia tylko dlatego, że wiedział, iż wygrał. Triumf płynął w jego żyłach niczym krew. — Teraz ponownie chcesz się zemścić za śmierć swojego mistrza. Pomyśl tylko, czy to z powrotem nie sprowadzi cię na tę ciemną stronę?
Wygrał. Ten cholerny starzec wygrał.
Chyba nie dasz mu tej satysfakcji? — Podsunęło alter ego.
Zamknij się, warknął w odpowiedzi.
Demon zawrzał w środku.
Nie bądź głupcem. Zabij go!
Chwycił za rękojeść miecza, ale coś zmusiło go do spojrzenia na martwe ciało Kakashiego. Polecił uciekać, tylko po co? Całe życie ma żyć w cieniu i kryć się? Gdy wreszcie zdecydował, że odpokutuje za wszystkie swoje grzechy, nie pozwolili mu. Chciał się zabić. Nie pozwolili i na to. Dlaczego więc miał uciekać? Czy Kakashi ustalił coś z Naruto podczas ich pobytu w tym mrocznym miejscu?
Naruto.
Osada.
Sakura.
U C I E C Z K A.
— Nie tym razem, starcze — skwitował krótko swoim chłodnym barytonem i nim mężczyzna zdążył wezwać oddział, podjudzić mieszkańców, by złapali uciekiniera, Sasuke niemal przefrunął nad całym tłumem i skierował się w stronę bramy, która otwarta ukazywała ciemną ścieżkę w znaną mu już tak dobrze stronę; ku ciemności. Nastała przecież noc, a on musiał dogonić Eizo i uratować Osadę.
Mógł ostrzec Sakurę, choć nie miał pojęcia, czy kobieta wybaczy mu ponowne opuszczenie. Pierwszy raz od dawna pomyślał o tym, jak mogła się czuć i cholernie żałował swojej ucieczki. Z drugiej strony zrozumiał, że Kakashi miał plan i nawet jeśli zginął, był na to gotowy w jakimś stopniu.
Uchiha popatrzył na swoje drżące, zakrwawione ręce. Mimo że to nie on był sprawcą, obwiniał się za to. Stracił czujność na ułamek sekundy, ulegając emocjom, słowom Hokage. Wystarczyło tylko tyle, by opuścił gardę i pozwolił na to wszystko.
Noriaki zrobił, co chciał. Pozbył się Kakashiego tak ogromnym podstępem, że nawet tego nie zauważał. Wiedział również, jak odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia — znalazł kartę przetargową a zarazem osła, który był tylko naczyniem jego zbrodni. Radny przypuszczał, że wypuszczenie Naruto i Hinaty doprowadzi do tego. Wiedział też, jak wpłynąć na przemęczony umysł Sasuke i sprowadzić wszystko do iluzji, której długo nie wyczuwał. Skupiony na emocjach, przepadł. Teraz ponownie musi uciekać, stając się zbrodniarzem na nowo. Odrodziwszy się z popiołów jak feniks, pragnął tylko znowu spłonąć.
Ptak przysiadł na lewym ramieniu, podczas gdy on sunął przed siebie, skacząc po niestabilnych gałęziach. Jego celem stał się Eizo, musiał go zatrzymać i przekonać, że to Radny zabił jego ukochaną i dziecko. Nie miał potrzeby udowodnienia mu, że był niewinny. Chciał tylko nastawić go przeciwko Radnemu, by ten, mając pod sobą oddział ANBU, zrobił coś i zadziałał.
A wiedział, że wiadomość o śmierci Hokage dotrze do jego uszu natychmiast i uśmiechnie się, popierając starca. Wystarczyło tylko dolać oliwy do ognia. Wystarczyło tylko odtworzyć wydarzenia w jego głowie, otworzyć umysł i pokazać, jak bardzo źle działo się w Konoha.


Śnieżnobiały ptak zastukał dziobem w jej okno, podczas gdy studiowała pewien zwój na parapecie. Niepewnie złapała za klamkę i zimno natychmiast uderzyło ją w twarz. Wyciągnęła rękę, by ptak mógł na nią wejść i szybko zabrała białą od śniegu ptaszynę do salonu, w którym palił się kominek.
Kruk zatrzepotał skrzydłami, strząsając z siebie biały puch. Spojrzał mądrym, ciemnym jak noc okiem na Sakurę i wydał z siebie jeden dźwięk, po czym ulokował się na jej ramieniu. Delikatnie pogłaskała ptasi łebek wskazującym palcem, na co zwierzę przymknęło powieki.
— Sasuke? — spytała w końcu i ptak na nowo się ożywił.
— Eizo. ANBU. Osada. Ogień — wykrakał.
Sakura zmarszczyła mocno brwi. Intensywnie myślała, by zaraz zerwać się na równe nogi, spłoszyć ptaka, który odleciał na krawędź kanapy  i szybko zabrała ze stołu wiadomość od Radnego przekazaną od Yuto. Jak tylko przeczytała treść, zrozumiała decyzję Sasuke, ale nie potrafiła pogodzić się z tym, że najzwyczajniej w świecie podążył na ratunek sam. Mogła mu pomóc, razem byli w stanie coś wymyślić. Bardzo długo zastanawiała się, jak duży był to podstęp. Obawiała się o życie Uchihy i pragnęła dostać jakąkolwiek wiadomość od niego lub Naruto.
— Ogień. Ogień. Spalić. Osada — krakał ptak, a Sakura aż podskoczyła.
— Rozumiem, rozumiem. — Przyjrzała się ciemnym piórom. — Ktoś chce spalić Osadę, tak?
— ANBU. Eizo. Ogień.
 Jasna cholera, przeklęła w myślach.
— Kakashi. Nie. Żyje.
Zadarła brodę tak szybko, że ptak zatrzepotał skrzydłami i zmienił miejsce na drugi koniec kanapy. Próbowała wypytać o coś więcej, upewniwszy się, czy na pewno kruk przekazuje prawidłowe informacje. Powtarzał jednak te same słowa, póki Sakura ciężko nie westchnęła.
— Noriaki chciał mnie wrobić — odezwał się ptak naturalnym i znajomym głosem. — Zabił Kakashiego poprzez moje ręce. Widzieli to niemal wszyscy, chcą mnie zabić. Sakura, Radny chce spalić Osadę. Eizo zmierza w waszą stronę wraz z oddziałem ANBU.
— Sasuke? — Zdziwienie wymalowane na jej twarzy i wyczuwalne w głosie, rozbawiło nawet samego kruka, który zatrzepotał dziko skrzydłami. Kobieta potrząsnęła energicznie głową i złapała się za skronie pulsujące od nadmiaru informacji.— Jak to możliwe?
— Nie miałem pewności, czy zrozumiesz, więc przejąłem kontrolę.
Spytała, gdzie teraz jest i co ma robić. W odpowiedzi ptak zakrakał kilkukrotnie i na nowo odezwał się Sasuke. Mimo to dziób nie poruszał się, ale słowa wylewały się z tego małego ciałka i przyprawiały Sakurę o dreszcze.
— Uciekajcie — rozkazał głosem władczym i niewyrażającym sprzeciwu.
Kruk żałośnie zakrakał i wzbił się do lotu, szukając ucieczki.
Ciemne chmury zawisły nad Osadą. Ktoś jeszcze musiał zginąć.



Boję się, co powiecie. Naprawdę cholernie się boję. W dodatku doszłam do wniosku, że prolog nie pasuje mi teraz do końcówki, którą planuję. Prawdopodobnie delikatnie go zmodyfikuję, ale Was o tym poinformuję zawczasu.
Przepraszam, że tak ciężko mi się to pisze. Nie ukrywam, ale to trudna historia. Walka z dawną mną i tą teraźniejszą, kompletnie odmienna wizja Szeptu, którą mam obecnie w głowie… napociłam się przy tym, serio.
Naprawdę się boję. Proszę o wyrozumiałość i tylko tyle. Jestem gotowa na fale hejtu :(

18 komentarzy:

  1. Jak dla mnie.. dobrze wyważony rozdział.
    Powiem szczerze, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego.
    Tak tylko zwrócę uwagę, że śnieżnobiały ptak nie może mieć ciemnych piór, prawda? :D Kruk albinos.
    Właściwie to dziś musiałam sobie przypomnieć prolog, bo zapomniałam co się tam działo! Ale czekam na to co zmienisz, bo mi też to nie pasuje haha do tego co sobie wyobraziłam oczywiście xD
    Właściwie to chyba mogę powiedzieć, że czekam na zakończenie niecierpliwie. Liczę na morze łez chyba :/ nie wiem czemu!
    Ta piosenka mnie stresuje haha
    Pozdrawiam! Życzę lekkości w pisaniu dalszej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czego się spodziewałaś? Podziel się ze mną :3

      Śnieżnobiały, bo od śniegu... chciałam zmylić... xD

      Koniecznie muszę zmienić prolog, bo nie pasują mi pewne wstawki teraz. Ale to spokojnie. I pewnie będzie morze łez, nawet u mnie. Blog ma swoje latka <3

      Mnie też stresuje hahahaha


      Dzięki, Kasssss! <3

      Usuń
    2. Ja dałam pauzę, chyba muszę czytać w ciszy :D. A kruka już chciałam nazwać Albek czy jakoś tak :D

      Powiem Ci po zakończeniu ;) Chociaż pewnie zapomnę o czym myślałam :D.
      Mogę za to powiedzieć, że to będzie historia, którą długo zapamiętam, a było ich dotąd stosunkowo niewiele :) Tych dobrych i głębokich, czasem usuwanych w połowie albo znikających po zakończeniu było niewiele.
      ;)

      Usuń
    3. A może być Albek, przynajmniej jakieś imię będzie miał :D

      Dobra, to będę czekać. Awww, cieszę się, że Szept tak wpadł do serduszka i został, serio <3

      Usuń
  2. O Matko, zajrzałam tylko bo zawsze sprawdzam wszystko i co? Musiałam zobaczyć datę w tel. Bo normalnie oczy z orbit wyszły, lecę celebrować i czytać rozdział!!! 😻

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w sumie nie wiem trochę co powiedzieć.
    Fakt dostrzegam różnicę w Szepcie jakieś 4 rozdziały wstecz. Znaczy chodzi mi o pewną rzecz. Mam wrażenie, że świat shinobi trochę przestaje Ci pasować. Bo wiesz w głowie kołaczą Ci się świetne pomysły a tu tacy ninja xD

    Rozdział jest zły wtedy, gdy jest paskudnie napisany pod względem stylistycznym. I choćbym nie wiem jak dobra była historia, aż oczy od czytania bolą.

    Moim zdaniem nie masz się czym przejmować. Jest dobrze. Pokazałaś nieco więcej Sasuke.
    No kurde no... serio nie ma się czym martwić. Szept był jest i będzie dobry. Nie ważne co w niego upchniesz. Bo upychasz to tak, że pasuje, że ma to sens.

    Muszę czekać na ciąg dalszy no :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie tyle, co mi nie pasuje ten świat, co trochę się w nim pogubiłam, ale i stworzyłam własny. Nie pozwalam, by wszyscy wszystkich na każdym kroku lali po mordzie xD

      Dobrze. Jeśli Szept jest ok, to ja mogę iść spać spokojnie <3

      Usuń
  4. Czy ja wiem, końcówka mi strasznie pasowała. Prologu już nie pamiętam ale co poradzić tyle się człowiek naczyta (np. Perfidi)😵 . Kruk Sasuke -ideolo 😍. Szkoda mojego Hokage ciekawa jestem czy Sasuke z tego wybranie, czy wybierze znów inna drogę (bo jemu to zawsze nie po drodze )😆. Ciekawa jestem reakcji Haruno na Uchihe 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prologu to i nawet ja nie pamiętam, skoro zmieniłam sobie koncepcję po drodze hahah :D

      Usuń
  5. Jak dla mnie... No cóż, ten rozdział to niewypał. Przykro mi, że... Cię okłamałam :D
    Tak, tak, postanowiłam sobie zażartować, choć Aprilis było 9 dni temu. Wybacz mi, chciałam Ci dać nauczkę za to, iż sądziłaś, że ten rozdział jest do kitu. Przechodząc do samego rozdziału, to normalnie MIAZGA! Te opisy uczuć Saska i opisy walki, cud, miód, orzeszki i malinki <3 Radny to tchórzliwy skurwiel, szkoda, że Saskowi się włączyło sumienie, akurat wtedy, gdy jego fioletowy potworek (Sussano, bodajże) miał zmiażdżyć to stare ścierwo. Tak, tak, do starszych powinno się odnosić z szacunkiem, ale Noriaki nie zasługuje na żaden szacunek. Wracając do Saska, to jakby zabił Noriakiego teraz, to by musiał uciec, a wtedy osada poszłaby z dymem :( Kakashi ;;__;; Czemu zajebiste postacie muszą ginąć?! No czemu, no?! Mam nadzieję, że Noriaki będzie się smażył za to w piekle (i za resztę swoich grzechów)! Albo się zaprzyjaźni z jego mieszkańcami =.= Numer z przejęciem kontroli nad świadomością kruka... Wow. Po prostu wow! (I nie wiem czemu, ale po przeczytaniu fragmentu z nim pomyślałam o Itachim, nie pytajxd) Mam nadzieję, że wszystko się ułoży (czyt. Noriaki zdechnie z rąk Saska, a potem nasz Wieczny Uciekinier hajtnie się z Sakurą :D)I jeszcze jedna sprawa... Ten rozdział ostatecznie przekonał mnie do nadrobienia całego tego bloga :D (Ale i tak Perfidia jest u mnie na pierwszym miejscu. No co zrobisz? NicxD) Dziękuję za uwagę, pozdrawiam serdecznie i życzę weny na resztę rozdziałów!
    PS. ANBU to sprzedajne szmaty, o! Zapomniałam wcześniej to napisać, wybacz xD
    PS.2 Szanuję szablonik. (Chociaż troszkę mi zajmie przywyknięcie do jego jasności.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty mały kłamczuszku! :D

      Noriaki jeszcze nie skończył swojego przedstawienia. Mam wrażenie, że on dopiero się rozkręca, ha!

      Kakashi musiał umrzeć. Kryje się za tym większy cel. Przejęcie świadomości kruka to takie moje urozmaicenie opowiadania i dobrze, że kojarzy Ci się z Itachim :)

      Huehue, dziękuję, kochana <3

      Usuń
  6. Czemu hejtu? Jest coraz bardziej interesująco! Tylko dlaczego zabiłaś Kakashi'egooo?! ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się bardzo :)

      Musiałam. Od początku miał zginąć, przepraszam :c

      Usuń
  7. Jestem tu pierwszy raz i mam mieszane odczucia. Dlaczego? Ano, bo zaczęłam "od dupy strony", czyli od ostatniego rozdziału. Czemu to sobie zrobiłam - nie wiem. Jako, że nie za bardzo jestem w temacie to wypowiem sie tylko do tego co mnie zniszczyło. A była to część akcji z wypuszczeniem Narutoi Hinaty, z przejściem do walki... Albo za szybko czytałam, albo to wątek do przeczytania na dwa razy. Nawet nie załapałam przeskoku z rzeczywistości do iluzji. Uznaje to za plus, dezorientacja czytelnika dodaje emocji! Szkoda mi Kakashiego. Czas nadrobić pozostałe rozdziały! Pozdrawiam 😚😚😚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zalecam czytania od dupy strony, jednak xD Chociaż cieszę się, że w ogóle spróbowałaś! To opowiadanie jest dziwne, to fakt. Ale co zrobić :D

      Dziękuję <3

      Usuń
  8. Co. Ty. Zrobiłaś? :o
    NAPRAWDĘ, NOBIE? SEEERIO? Musiałaś zabijać Kakashiego? Tak mi teraz smutno. Znowu doprowadziłaś mnie do łez.
    Mam wrażenie, że teraz już po ptakach. Że Sasuke czeka już tylko i wyłącznie śmierć. Tego się boję, bo o ile teraz mnie rozbiłaś na kawałeczki, tak w momencie śmierci Uchihy te kawałeczki zostaną zmiażdżone.
    Uwierz — ten rozdział nie był słaby. Chwytał za serce, trzymał w napięciu, niepokoił i był po prostu mocny.
    Zastanawia mnie los Osady. I to, po czyjej stronie ostatecznie opowie się Eizo. Oraz Sasuke i nastawienie Konohy.
    Nic nie wróży tutaj przyszłości w kolorowych barwach, a prolog w dalszym ciągu to podtrzymuje. Dalej jednak mam cichą nadzieję, na jakieś weselsze zakończenie Szeptu. Za wiele łez się wylało na tym blogu.
    Pozdrawiam cieplutko i niecierpliwie wyczekuję 13-tki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No. Przepraszam. No. :o
      Musiałam go zabić, no proszę o wybaczenie, tak to już bywa... xD

      Cieszę się ogromnie <3 Czasami się obawiam, że coś naprawdę kiepskiego dodałam...

      Osada... Eizo... powiem, że ciężko będzie.

      Kupię Ci chusteczki <3

      Usuń