03.11.2014

Rozdział 2

Dziękuję


Czy dobro zawsze jest w stanie wygrać ze złem? A może to zło jest tak bardzo słabe, że dobro nie potrzebuje wystarczająco dużo siły, by je pokonać? Mówi się, że człowiek nigdy nie rodzi się zły, bo to inni zmieniają, a my sami tworzymy  ścieżkę, którą kroczymy. Ile tylko jest w tym prawdy, skoro na świecie szerzy się nienawiść, którą napędzają ludzie. Żywią się nią jak wygłodniałe wilki, czekając na kolejną porcję padliny. Żerują na innych, gdyż sprawia im to radość. Tylko po co?
Sasuke nie rozumiał nienawiści. Zamknął swoje myśli w klatce, uczucia związał i wrzucił do skrzyni na kłódkę, zapominając, że jego rodzina nie chciałaby zemsty. Niebieska, szlachetna krew nigdy nie powinna zostać zabrudzona, ale pierwszy zrobił to Itachi, mordując jego całą rodzinę. Tak naprawdę to od niego zaczęło się to jakże dziwne słowo. N i e n a w i ś ć.
Jako dziecko nie mógł zrozumieć, czym ów uczucie jest. I nie może do teraz. Bo jak pojąć taką potęgę, która prowadzi tylko do śmierci innych ludzi? On nigdy nie chciał, by ktokolwiek zamordował mu rodzinę i nigdy nie przypuszczał, że sam mógłby coś podobnego uczynić. A jednak wyłączył pstryczek człowieczeństwa i mordował. Bez wyrzutów sumienia.
Jednego nie mógł pojąć. Dlaczego ludzie wciąż widzieli w nim dobro, skoro on już dawno stał się zły?
Wiedział, że jego matka nie pochwalałby tego zachowania, a ojciec ukarałby go surowo jak dziecko. Tak bardzo za nimi tęsknił… Nie pamiętał, kiedy ostatnio o nich pomyślał, kiedy ostatni raz próbował zrozumieć, że wyparł ich ze swojej świadomości. Jak mógł zapomnieć ludzi, którzy chcieli wychować go na mądrego, odpowiedzialnego mężczyznę? Czy było warto zostawić to wszystko za sobą? Przecież przeszłość można zapomnieć, owszem, ale obrazy stające przed oczami nigdy nie odejdą. One chcą zostać, sprawiają, że jeszcze wciąż jesteśmy ludźmi.
To nie tak, że Sasuke nigdy nie miał koszmarów. To nie tak, że z dnia na dzień stał się obojętny na wszystko. On musiał. Bo gdyby nie on, to nikogo nie dosięgłaby sprawiedliwość. A tak wszyscy ci, którzy byli odpowiedzialni za śmierć jego rodziny, sami witają się ze Śmiercią. Czy w związku z tym, nie powinien czuć błogiej ulgi wypychającej jego płuca?
Spoglądał w niebo ze smutnym wyrazem twarzy. Jego oczy po raz pierwszy błyszczały w słońcu, miały w sobie życie. Nabrał więc potężnego haustu powietrza i zamarł przez chwilę, pochłonięty swoimi myślami. Chłodny wiatr bawił się kruczoczarnymi kosmykami, łaskocząc jego blade policzki.
               

Leżeli na chłodnej ziemi, obok siebie, wyczerpani i zakrwawieni. Nie mogli oddychać. A mimo wszystko rozmawiali. A on, ten zwykle ponury Uchiha, nawet się uśmiechnął! Naruto był… zaskoczony. Nie przypominał sobie, kiedy ostatnio widział szczery uśmiech swojego przyjaciela.
Kiedyś Uzumaki  śmiał się, że z jego twarzy nigdy więcej nie wyczyta emocji. Nie pozna prawdziwego oblicza – oblicza zagubionego dziecka, błądzącego gdzieś pomiędzy jawą a snem. Od zawsze wiedział, że jest małym, wciąż przerażonym dzieckiem. Teraz też nim był, tyle że w skórze dorosłego mężczyzny. Byli podobni. Samotni, zagubieni, z takimi samymi marzeniami. A zarazem tak różni, gdy jeden z nich obrał niewłaściwą drogę. Byli braćmi. Takimi, jakimi nie jest prawdziwe rodzeństwo. Łączyło ich zbyt wiele, by mówić o rodzinie. Przyjaciele. Bracia. Niby podobnie, ale jednak tak różnie.
Gdy Naruto zrozumiał, że oboje stracili po jednej ręce, leżąc beztrosko na ziemi, wzdrygnął się gwałtownie. Dopiero teraz dotarła do niego wiadomość, że już nigdy nie poruszy swoją prawą ręką. W tym momencie też poczuł dziwny prąd rozlewający się po kikucie, mimo iż wydawało się, że ta energia przechodzi aż po same czubki palców.
— Już nigdy nie powitam kogoś, ściskając mu dłoń — powiedział w zamyśle, zaciskając zęby z bólu. Sasuke wciąż się śmiał. Ktoś mógłby pomyśleć, że zwariował, ale Uzumaki po czasie, również rozbawiony, ryknął śmiechem. — Dzień dobry, jestem Naruto Uzumaki, Hokage — zaczął sam się przedrzeźniać, ruszając kikutem w dziwaczny sposób i robiąc przy tym głupie miny. — Niestety nie mogę podać panu ręki, bo mi ją urwało.
Śmiali się do łez niczym obłąkani. A może to był tylko ich sen? Zresztą, w życiu przeszli wystarczająco dużo, zasłużyli na trochę śmiechu. Nawet jeżeli sytuacja była dość krytyczna dla nich samych.
Umilkli. Ból wypełnił ich ciała z taką siłą, że nie byli w stanie na siebie spojrzeć. Sasuke oddychał ciężko przez otwarte usta, a Naruto powstrzymywał salwy krzyku, ściskając żuchwę coraz mocniej. Wyczerpanie przepełniło ich kończyny. Wpatrzeni w błękitne niebo, którego tak dawno nie było widać, uspokoiło ich przestraszone dusze. Bali się nadchodzącej śmierci.
—  Co byś zrobił, gdyby to wszystko było tylko iluzją? — odezwał się w końcu Uchiha, spoglądając na przyjaciela z poważną miną.
— Co? Dlaczego myślisz, że to mogłaby być iluzja?
— Ból mija. Czujesz? Odzyskuję władzę w kończynach. A najdziwniejsze jest to, że właśnie zgiąłem rękę w łokciu i czuję swoje palce na brzuchu.
Naruto, wielce zainteresowany, wykonał więc ten sam ruch i ze zdziwieniem przyznał, że czuje to samo. Otworzył szerzej usta, by coś krzyknąć, ale w tym też momencie ogarnęła ich przerażająca jasność, w której ujrzeli tylko zarys ciemnej postaci. Chwilę później nastała ciemność, a w mroku błysnęły fioletowe oczy. Świat zawirował, ból wrócił ze zdwojoną siłą, czas się cofnął, a oni znowu leżeli obok siebie, nieprzytomni, gdy nastawał ranek.
Otwierając oczy, powieki zapiekły, a żebra chrupnęły cicho przy jednym, słabym ruchu ciała. Spojrzeli na siebie, jęcząc głośno z bólu i w tym samym momencie unieśli swoje ręce.
Spoglądali na dłonie, nie dowierzając. Żaden z nich jednak nie wyraził zdania na temat tego zjawiska. Bo oni pamiętali. To było tylko jak jakieś deja vu z tą jednak różnicą, że ręce mieli na swoim miejscu. Wybuchli gromkim śmiechem jak para wariatów.
Żaden z nich nie był jeszcze gotowy, by umrzeć.


Kto by pomyślał, że nie można zmienić się w ciągu kilku chwil, ale kiedy w środku wciąż gdzieś błądzi dusza, która nigdy nie chciała zaznać zła, zmiana może nastąpić błyskawicznie. Niekoniecznie może się to odbić na zewnątrz. Liczy się jednak fakt, że wewnątrz jest to możliwe.


Błądziła po lesie, w którym paliły się latarnie. Była zima. Śnieg prószył delikatnie, zdobiąc ławki, ścieżki i uliczne lampy. Znała to miejsce. Ona już tu kiedyś była. Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy i z jakiego powodu. Ludzie mijali ją powoli, śmiejąc się i rozmawiając o swoich sprawach. Dzieci biegały wokół, obrzucając się śnieżkami lub lepiąc bałwany na ścieżce.
Musisz walczyć.
Rozbrzmiał znikąd męski baryton. Wzdrygnęła się i stanęła na środku drogi. Ludzie w ogóle jej nie zauważali, przechodzili obok, jakby nie dostrzegali kobiety na drodze. W poszarpanych ciuchach, o okaleczonym ciele. Miała w sobie energię i szła dalej, błądząc po tym obcym, ale jakże znanym miejscu. Postanowiła dreptać za śladami butów pozostawionych na śniegu.
Kiedyś też chciałem się poddać.
Głos dźwięczał zawieszony gdzieś w przestrzeni. Nie wiedziała skąd dochodzi i dlaczego go słyszy. Nie wiedziała również, dlaczego była traktowana jak zjawa. Czyżby śniła? Nie, to niemożliwe. Czuła ból. Może nie taki jak wcześniej, ale wciąż był realny.
Otuliła się ramionami, chcąc trochę osłonić ciało przed zimnem. Oddychała ciężko, a para wydostawała się z jej ust z każdym wydechem.
Zrozumiałem jednak, że tylko słaby człowiek może się poddać. A ja nie chciałem taki być. Od zawsze ojciec uczył mnie, by być silnym i wytrwałym. Może nie walczył w momencie śmierci, bo wiedział, że i tak nie ma o co, ale nie poddałby się, gdyby miał możliwość.
Sceneria zmieniła się. Poczuła się jak kukła na scenie. Odwrócona o sto osiemdziesiąt stopni. Wciąż w tym samym miejscu, nocą. Deszcz lunął na nią jak niespodziewane łzy ściekające po policzkach podczas wzruszenia. Tym razem było cicho i pusto. Jakaś jedna para szła spokojnie, trzymając się za ręce i kontemplując się fantastycznym, ciepłym deszczem. Znów nikt jej nie widział. Szła dalej, bez celu, chcąc wysłuchać tajemniczego głosu.
Jako dziecko wylałem morze łez, rozpaczając, jak to moi rodzice umarli. Zamordowani na moich oczach. Po dziś dzień obraz ten majaczy mi przed oczami. Zawsze, gdy kładłem się spać, ten jeden jedyny fragment okalał mój umysł. Zrozumiałem, że muszę zapomnieć, że należy wyzbyć się uczuć, by ten ból nie wyżerał mnie od środka od nowa. Nie chciałem się poddawać. Nie chciałem też przywiązywać się do ludzi i rozumieć ich uczucia.
Zamarła. Stanęła przed tą pamiętną ławką, kiedy po raz ostatni widziała Sasuke. Wtedy właśnie zdecydował się opuścić Wioskę i zniknąć gdzieś, pogrążony w swojej zemście. Pamiętała też, jak jej podziękował. Za każdym razem dziękował. Ale za co?
Ile razy zastanawiałaś się, czy czuję? Ile razy obwiniałaś siebie i Naruto, że odszedłem?
Deszcz ustał. Tylko zapach pozostał, ścieżka znowu była pusta. Latarnia paliła się słabym blaskiem, a na niebo wstąpił pełen księżyc. Czując czyjąś obecność za sobą, odwróciła się gwałtownie i z przestrachem.
— Nigdy nie byłaś słaba, Sakura.
Stał przed nią w czarnym płaszczu z kataną przewieszoną przez ramię, jakby gotów zaatakować. On jednak spoglądał na nią w milczeniu. Jego czarne oczy przyprawiły ją o dreszcze.
Chciała o coś zapytać, ale nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku. Serce biło jak oszalałe, a ona pragnęła po prostu uciec. Bała się? Nie, po prostu to wszystko nie mogło dziać się naprawdę. Sasuke Uchiha nigdy się przed nią nie otworzył i nigdy nie powiedział do niej w ten sposób. Zawsze była tą słabą i irytującą.
— Wiem, że nie dowierzasz — powiedział, jakby czytając jej w myślach. — Ale zapewniam cię, że to dzieje się naprawdę. Z takim wyjątkiem, że tylko w twojej głowie.
Zacisnęła dłonie w pięści i szybkim marszem podeszła do niego. Złapała go za ramię i w jakim była szoku, gdy okazało się, że jest prawdziwy. Trwała tak przez chwilę, patrząc prosto w jego kare tęczówki. On w spokoju spoglądał na nią, nie próbując nawet się odezwać. Widział, w jak dużym jest szoku.
— Dlaczego?
— Umierasz, Sakura.
Ugięły się pod nią kolana. A więc to tylko iluzja? Naprawdę, tylko i wyłącznie iluzja?
Świat snu i jawy zaczął się przeplatać. Słyszała nad głową czyjeś nawoływania, okrzyki. Mogłaby przysiąc, że dźwięk odkładanych narzędzi na metalową tacę dział się tuż obok jej głowy. Zerknęła na niebo – przybrało kolory czerwieni.
— Co się dzieje? — spytała przerażona.
— Już ci powiedziałem, umierasz.
Jej ciało zaczęło robić się lekko przeźroczyste, a prawy policzek Sasuke rozsypywał się na geometryczne kawałki, unosząc do góry. Wszystko było iluzją, ale on nie kłamał. On był prawdziwy na ten sposób, że był z nią szczery. Uchiha, widząc jej zakłopotanie, kontynuował:
— Nie możesz się poddać. Musisz wrócić do życia. Naruto i Kakashi czekają, by już za chwilę móc cię ujrzeć i odetchnąć z ulgą. Nie przejmują się swoimi ranami, tylko tobą, Sakura. Gdyby nie Naruto i jego bohaterski czyn, ciebie już dawno by nie było. Musisz walczyć o tę szansę.
— A co z tobą? Gdzie teraz jesteś? — spytała cicho.
—  Tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Powrót do Konohy byłby głupotą. Jestem poszukiwany, więc nie zapominaj o tym, że zdrajcę zawsze czeka śmierć, a za pojawienie się w Konoha na pewno zostanę aresztowany. Ruszam w swoją nową podróż, a wy musicie ruszyć w swoją. Obiecałem Naruto, że wynagrodzę ci wszystkie cierpienia.
Nie mogła uwierzyć własnym uszom. W oczach zebrały się łzy.
Nie czekała długo, by zamachnąć się na niego. Głośny plask rozniósł się po pustej okolicy, a lewy policzek Sasuke płonął na czerwono. Dostał w twarz. A ona patrzyła na niego z nienawiścią, nie hamując przed nim swoich łez.
— Czegoś takiego nie da się wynagrodzić — warknęła. — Wyrwałeś mi serce.
— I wyrwę je jeszcze raz.
Przyciągnął ją do siebie i ujął w dłonie drobną twarz. Mimo że wyrywała się co sił, on w żelaznym uścisku trzymał jej policzki i patrzył głęboko w oczy. Gdy kare tęczówki błysnęły fioletowym blaskiem, Sakura wiedziała, co chce zrobić. Białka przepełnił jasny fiolet, połączony jakby w spiralę ciemnych żyłek. R i n n e g a n. Oblała ją ciemność i ból, którego nigdy przedtem nie czuła. Ostatnie, co usłyszała, to przepraszam i dziękuję.
Dziękuję…


Medycy odskoczyli przerażeni, kiedy Sakura złapała oddech. Aż zabolało ją w płucach i doszło do krwotoku z nosa. Dostała drgawek. Sanitariusze starali się panować nad sytuacją, próbując jeszcze zaszyć ranę na brzuchu, którą ledwo co otworzyli. Nie spodziewali się tak nagłego obrotu sprawy.
— SAKURA ŻYJE! PANI HARUNO ŻYJE!
Naruto i Kakashi, słysząc radosny krzyk jednego z medyków, zerwali się z kłody służącej za ławkę i wpadli do namiotu roztrzęsieni. Sakura już leżała z maską tlenową na twarzy ze smutnym wyrazem oczu. Oboje uśmiechnęli się, nie powstrzymując swoich łez. Kto by nie płakał, widząc swojego przyjaciela żywego?
Dziękuję, Sasuke, pomyślał Naruto.


Wyłonili się z cienia, ale nie wypowiedzieli ani słowa. O białych maskach zwierzęcych, w strojach wyszkolonych shinobi, otoczyli spokojnego Sasuke, siedzącego w cieniu drzewa.
— Nareszcie. — Klasnął w dłonie, gdy tylko podeszli bliżej. — Myślałem, że nigdy mnie nie wyczujecie — parsknął śmiechem, odrzucając na bok katanę. Kiedy wstawał, shinobi jakby chcieli zrobić krok w tył. Uchiha, zauważając ich niepokój, zaśmiał się jeszcze bardziej. Rozłożył więc ręce z szyderczym uśmieszkiem na twarzy. — Czekam.
Mężczyzna z maską małpy, spojrzał na swojego kolegę w oczekiwaniu. Ten kiwnął przecząco głową. Bez wahania więc podszedł do młodego Uchiha i zaczął go przeszukiwać. Sasuke śledził wzrokiem każdy jego ruch.
— Wiesz, że gdybym chciał cię zabić, to już dawno bym to zrobił, prawda?
Shinobi wzdrygnął się i zamarł w bezruchu. Zerknął na niego i widząc ohydny uśmiech, westchnął ciężko i wrócił do przeszukiwania.
— Pójdziesz z nami. Siedząc w więzieniu, wcale nie będzie ci tak do śmiechu, odliczając dni do egzekucji — odparł jakiś shinobi z tyłu. Używając swojej chakry, stworzył niebieskie linie wokół dłoni Sasuke, które przypominały kajdanki. — Masz prawo zachować milczenie, ale widzę, że i tak z tego nie skorzystasz.
Uchiha uśmiechnął się pod nosem.
— Chyba się polubimy — odparł.
Shinobi popchnął go i kazał iść w stronę Konohy. Sasuke z lekkością zaczął ich zagadywać, udając wariata, który siedział gdzieś w środku i pragnął im wszystkim poderżnąć gardła.
Powrót do Konohy byłby głupotą. Jestem poszukiwany, więc nie zapominaj o tym, że zdrajcę zawsze czeka śmierć, a za pojawienie się w Konoha na pewno zostanę aresztowany.
Dlaczego skłamał? Dlaczego zrobił to wszystko? Dlaczego…?
Kim jesteś, Sasuke Uchiha?



Pozwoliłam sobie przeinterpretować mangę. Pozwoliłam sobie dodać coś od siebie. Jak i również pozwoliłam sobie zostawić coś Wam do namysłu :) Mam nadzieję, że się podobało i że rozdział jest wystarczającej długości. Mam również nadzieję, że wybaczycie mi tę zwłokę. Studia + szkoła dają popalić i naprawdę, uwierzcie, nie mam nawet zbytnio czasu dla siebie. Postaram się, by rozdziały jednak pojawiały się co dwa tygodnie, jak już obiecałam. Czasami z poślizgiem, ale zrozumcie mnie, proszę :)

Pozdrawiam ciepło!

8 komentarzy:

  1. Oczywiście, że zrozumiem(y). Mam to samo, studia pochłaniają naprawdę duuużo czasu. A jak weekend to człowiek myśli tylko o spaniu i jedzeniu. Sama utknęłam na 1 str A4.

    Nie wiem jak Ty to robisz, że nie potrafię oderwać wzroku od Twojej 'powieści', magiczne moce czy jak? Zachwycasz coraz bardziej. Świeże spojrzenie na wydarzenia z mangi, NORMALNE zachowanie Sasuke. Ty wiesz, że po ostatnich rozdziałach zaczęłam uważać, że ON JEST NORMALNYM człowiekiem, nie jakimś dzikim emo.

    Śliczny wygląd bloga, jak tylko zobaczyłam obrazek po lewej od razu nabrałam ochoty na napisanie jakiegoś małego barabara, ale nie, programować trzeba!

    Ściskam i całuję! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studia to jakaś zmora. Niby nic, ale jak już się zwali na głowę, to człowiek wpada w panikę. Ba, w weekendy chciałabym móc tylko spać i jeść, a muszę bawić się w grafika -.-

      Nie wiem, jak Ty to robisz, że tak bardzo wzruszyłam się komentarzem. Uśmiech na twarzy od razu! Dziękuję! :* I tak, Sasuke jest NORMALNY. Tylko zagubiony. Dobrze, że ludzie zaczynają zmieniać o nim zdanie. Ufff!

      Dziękuję, cieszę się, że się podoba. A w ogóle to wiesz, co przeczytałam? Że to TY masz ochotę na bara bara, a nie, że masz ochotę napisać jakieś bara bara xD ahahhahahaa przepraszam :D

      PROGRAMUJ! By graficy mogli ozdabiać xD

      Usuń
    2. Wiesz może i tak być z tym bara bara :D

      Usuń
    3. Oho, to ja wolę nie wnikać hahaha :D Ale wszystko dla ludzi!

      Usuń
  2. O jejku jak się stęskniłam jak bardzo mi Cię brakowało, odświeżam pamięć i wspominam każde Twoje cudowne dzieło. Coś czuję, że i to będzie niesamowite, prawdziwe i Twoje. Bo zawsze wkładałaś tam cząstki siebie, a ja to kocham. Bo Nobie ukradła mi serce wiele lat temu i wciąż w nim jest, każde słowa, każde zdania i pomysły. Z zaciśniętymi wargami czytałam rozdział, gęsia skórka i co dalej? Co dalej? Zachwycona Twoim talentem, czuję się taka malutka, tycityci. Zaszczyt dla mnie komentować tak dojrzałe opowiadanie, taką perełkę, która ratuje nas od tych lukierkowych, obrzydliwych :parodii:. Będę trwać do końca, taki mój obowiązek i przyjemność. Uwielbiam Cię i Twój styl. Liiv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MOJA KOCHANA LIIV <3

      Dziękuję. Tak bardzo się wzruszyłam, że nawet nie masz pojęcia... Nie wierzę, że to już tyle lat! Pamiętam ten dzień, kiedy mogłam coś Twojego przeczytać. Wydawałaś mi się taka znajoma hahah

      I aj, nie za dużo tych pięknych słów? Wielkich słów? Bo ja to się aż zarumieniłam i zaczęłam kiwać głową, że to nie ja, nie, nie, no gdzie tam!

      Ale mimo wszystko szczerze dziękuję za te cudowne słowa. Łezka wciąż kręci się w oku. I jestem zaszczycona, że mogę ugościć Cie w moich skromnych progach! Jestem szczęśliwa. Naprawdę.

      Usuń
  3. Na początek bardzo przepraszam, że komentuje rozdział dopiero teraz, ale jak kiedyś mówiłam, jestem leniwym człowiekiem XD.
    Ach ten Sasuke i jego słynne "Dziękuję". Za co on jej tak właściwie zawsze dziękuję? Za miłość do niego? Podoba mi się, że podziękował jej również i w Twoim opowiadaniu :) Ale trzeba przyznać,że skomplikowany z niego człowiek. Najpierw mówi jej, że chce jej wszystko wynagrodzić,a potem oznajmia, że wyrwie jej serce jeszcze raz. Auć. Chyba na miejscu Sakury, nie wytrzymałabym z takim facetem :D
    Jeśli dobrze zrozumiałam, chłopcy u ciebie również stracili ręce, tylko że tutak ktoś im je przywrócił, tak? Hm...bardzo ciekawe kto to zrobił. Przyjaciel czy nowy wróg?
    Pięknie piszesz. Masz cudowny styl, który się dobrze czyta. Tylko szkoda, że te rozdziały takie krótkie! Chociaż, może jednak za bardzo sie tego czepiam. Dawno nie czytałam blogów, a ostatni w jakim się zaczytywałam miał naprawdę długaśne rozdziały( <3 ) i się do takich przyzwyczaiłam :D
    No nic, czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam,
    Mil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZIĘKUJĘ! <3
      Przepraszam, ale po tak długim czasie to jedyne, co mogę napisać. Dostałam kopa w dupę, biorę się do roboty, no!

      Usuń